Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yankee Candle. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2014

Kosmetyczne podsumowanie roku + przedłuzenie rozdania

Już 11 dni 2014 roku za nami, więc najwyższa pora na małe podsumowanie.


 
   Kosmetycznym hasłem przewodnim dla mnie w 2013 roku zdecydowanie była blogerska kolekcja lakierów i mój udział w postaci Blue Lake. W tym miejscu chciałabym Wam jeszcze raz gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa zarówno te w komentarzach, mailach jak i kierowane bezpośrednio do mnie. A sam lakier, na paznokciach wielu wspaniałych blogerek możecie zobaczyć w zakładce "Blogerki piszą o Blue Lake").
A na koniec zaznaczę jeszcze, że to właśnie o Wibo Gel Like Blue Lake czytałyście najchętniej.


   Mimo mojego uwielbienia co do własnego lakieru, to jednak ciemna czekolada od Color Club gościła najczęściej na moich paznokciach w ubiegłym roku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo kolor jak i formuła tego lakieru są bezbłędne!


   Rok 2013 był dla mnie momentem przełamania się i coraz częstszego sięgania po czerwone lakiery. W związku z tym moja kolekcja powiększyła się o kilka(naście) nowych buteleczek wypełnionych wszelkimi odcieniami czerwieni.


   Pozostając w lakierowej tematyce nie mogę nie wspomnieć o Seche Vite. Towarzyszy mi już drugi rok i przez ten czas zużyłam już około 7 buteleczek, a ostatnio trafiła do mnie 118 ml butla tego topu. Cóż mogę powiedzieć, odkąd go mam nie wyobrażam sobie pomalowania paznokci bez użycia SV.


   Jeszcze rok temu byłam do paletek Sleek nastawiona mocno sceptycznie, a za najlepsze cienie uważałam wkłady Inglot. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu wykonanego niczym innym, a Inglotowa paletka zeszła na drugi plan. W stosunku cena-jakość nie mają sobie równych.


   Szminkowe wkłady Inglot to chyba moje największe odkrycie 2013 roku. Cena, wydajność, łatwość aplikacji, mnogość kolorów, można tak wymieniać bez końca. Nie wiem jak mogłam tak długo mijać je obojętnie.


   W kategorii ulubieńców kosmetycznych zmieniło się u mnie niewiele. Nadal nie znalazłam podkładu,który spełniałby wszystkie moje oczekiwania, tuszu, który pogrubiałby rzęsy bez ich sklejania. Mimo szczerych chęci nie polubiłam się z meteorytami Guerlain, a z bronzerem W7 mam lepsze i gorsze dni. Beauty Blender nadal towarzyszy mi przy pracy z 'trudniejszymi' podkładami.
Ale znalazłam też trzech ulubieńców, którzy na stałe zagościli w mojej kosmetyczce.
Róż Smashbox w odcienu Passion towarzyszy mi niemal codziennie od dnia zakupu.
Korektor Miss Sporty to mój ideał jeśli chodzi o lekkie krycie i brak przesuszenia.
Odkąd mam żelowy eyeliner Maybelline na dobre porzuciłam eyelinery w płynie.



   Woski Yankee Candle także należą do odkryć roku 2013. W tym czasie uzbierałam i przetestowałam ich całkiem sporą ilość. Wiem, że świece nie zdają u mnie egzaminu, a woski do kominka muszę wrzucać w bardzo niewielkiej ilości, aby ich zapach nie był przytłaczający. I choć nadal uwielbiam testować nowe zapachy, na blogu o nich od dawna nie piszę z jednej, prostej przyczyny - dla mnie blogosfera jest już całkowicie przesiąknięta YC i pojawiają się dosłownie wszędzie. Czuję blogowy przesyt, ale możliwe, że jeszcze kiedyś napiszę o unikatowych zapachach w mojej kolekcji.


________________________________________________________________________________________

Na koniec, ze względów technicznych ogłaszam przedłużenie rozdania, które zakończy się dnia 25 stycznia 2014. Wyniki postaram się ogłosić do trzech dni od zakończenia rozdania.


czwartek, 12 września 2013

Yankee Candle: Podsumowanie miesiąca, cz. II

... czyli to na co wszyscy czekają najbardziej - nowości w kolekcji! Tym razem sama kupiłam tylko jedną rzecz.


   Moim jedynym zakupem był duży słój Mandarin Cranberry, który jest obecnie zapachem miesiąca objętym 25% rabatem. Zakup dokonany stacjonarnie w Świecie Zapachów. Raczej nie lubię korzystać z Poczty przy zakupie ciężkich i szklanych przedmiotów, więc zakup świecy wstrzymywałam aż do teraz.


   Mandarin Cranberry był jednym z moich pierwszych wosków. Kupiłam wtedy 4 zapachy i trzy z nich stały się moimi hitami (Mandarin Cranberry, Fruit Fusion i Lemon Lavender). Przy obecnej promocji nie mogłam się nie skusić.


   To już koniec zakupów. Ale w żadnym wypadku koniec podsumowania! Wrzesień zaowocował dwoma woskowymi wymiankami z cudowną Iwoną, która na swoim blogu bardzo dużo pisze o Yankee Candle. Nie tylko o samych zapachach, ale także jak oswoić świece, czy przetransformować sampler na mini świecę czy wosk.


Moja kolekcja zwiększyła się o następujące zapachy:
  • Bermuda Beach
  • Christmas at the Beach
  • Coconut Bay
  • Cozy Sweater
  • Cucumber&Cantaloupe
  • Midnight Oasis
  • Napa Valley Harvest
  • Napa Valley Sun
  • Oceanside
  • Sandalwood Vanilla
  • Storm Watch
  • Surf's Up
  • Turquise Sky
  • Vanilla Clouds
   Zdjęcie pokazuje stan na dzień dzisiejszy. Moja niecierpliwość dała o sobie znać i większość wosków już po pierwszych testach :)

   Podsumowując, sporo przybyło, ale finansowo zakupy ograniczyłam do jednej świecy, więc nie jest źle.

A Wy, znacie, lubicie YC? Jakie są Wasze ulubione zapachy?

poniedziałek, 9 września 2013

Podsumowanie miesiąca: Yankee Candle część I

Tym razem podsumowanie miesiąca rozdzieliłam na dwie części: zużycia i nowości. Ze względu na to, że w chwili obecnej czekam jeszcze na kilka przesyłek dziś zapraszam Was na krótki post z opisem zapachów, które udało mi się zużyć w ubiegłym miesiącu.


Fresh Comfort pojawił się już w ulubieńcach miesiąca. Typowo łazienkowy zapach, bardzo świeży, podobny do Clean Cotton, ale zdecydowanie łagodniejszy, bez ostrej, proszkowej nuty. Dla mnie najładniejszy ze wszystkich "zapachów prania", które znam (a jeszcze kilka do poznania mi pozostało).

Berry Tangerine, czyli coś co powinno stać się moim ulubieńcem. W opisie znajdziemy informację, że zapach składa się z jagód, mandarynek, pikantnej żurawiny i świeżego imbiru. Mój nos nie wyczuwa tutaj niczego szczególnego, ot kolejny owocowy zapach. Trochę za dużo słodyczy, a za mało tej obiecanej pikantności. 

Macintosh ma być zapachem dojrzałych jabłek. I tak właśnie pachnie na sucho. Mocno wyczuwalny, jesienny aromat skórki z jabłka jest chyba jednym z najbardziej realistycznie odwzorowanych zapachów. Niestety jego czar znika razem z rozpuszczeniem wosku. Tutaj jest słodko, nawet bardzo słodko. Jabłka giną gdzieś w tle pozostawiając po sobie jedynie nikły ślad wśród tony słodyczy.


Soft Blanket, czyli zapach, który z reguły podoba się każdemu i jest sztandarowym produktem firmy. Niezwykle ciepły, otulający aromat wanilii, cytrusów i bursztynu. Jeden z tych zapachów, które chce się zatrzymać na dłużej.

Cozy Sweater pochodzi z jesiennej oferty YC, jednak do nas zza oceanu niestety nie dotarł. W moje ręce trafił kawałek tego wosku, dzięki cudownej Iwonie (która także bloguje - klik) wraz z wieloma innymi zapachami, które pokażę Wam już niedługo. Cozy Sweater to jeden z 'ocieplających' zapachów jak Soft Blanket, ale tutaj jest zdecydowanie bardziej kremowo, cała kompozycja jest pięknie zbudowana, wyważona. Nic nie walczy o dominację, tylko idealnie wpasowuje się w całość. Idealne odwzorowanie ciepłego swetra w zapachu. Jeśli tylko będę miała możliwość wejścia w posiadanie słoja to dokonam zakupu bez wahania!

A już niedługo zapraszam na posta zakupowego YC...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Podsumowanie miesiąca - Yankee Candle


Może niekoniecznie miesiąca, ponieważ ostatni post dotyczący nowości YC w moich zbiorach pochodzi z maja. Od tego czasu w mojej kolekcji pojawiło się kilka nowości.

Zacznijmy jednak nietypowo, od wosków, które udało mi się skończyć.

  • Lemon Lavender
  • Bahama Breeze
  • Rainbow's End
  • Fruit Fusion
  • Sicilian Lemon
  • Vanilla Cupcake (brak na zdjęciu - wyrzuciłam folię)
Wszystkie te zapachy oprócz Sicilian Lemon, którego ostatni kawałek właśnie tli się w kominku już kupiłam ponownie. Jak widać najczęściej sięgam po woski owocowe i świeże :)

 Małe zamówienie z zagranicznymi zapachami. Kliknięte ze względu na bardzo zachwalany Willow Breeze. Jak na razie otworzyłam jedynie Pineapple Paradise i muszę przyznać, że szału nie ma.

Kolejne zagraniczne zamówienie.Tym razem większe i pochodzące z dwóch osobnych przesyłek. Pierwsza to podwójne Golden Sands i Blueberry. Drugie to wspólne zakupy "po połowie", czyli z każdego wosku dla mnie przypada jego połówka (naprawdę fajny sposób kiedy kupujemy zapachy w ciemno). Swoją połówkę Rainbow's End zdążyłam już zużyć.

Jesienne Q3, które zamówiłam kiedy tylko pojawiły się w ofercie sklepów internetowych. Jeszcze nietestowane, czekam na chłodniejsze dni. Z Polskiej oferty kupuję ostatnio tylko zapachy limitowane i zapasy ulubionych wosków. Większość interesujących zapachów już mam, więc głównie poszukuję niedostępnych pozycji.

A to przesyłka, która właśnie do mnie dotarła. Wszystkie zapachy oprócz Rainbow's End to dla mnie nowości. Skusiłam się także na sampler Witches Brew, choć raczej unikam tych mini świeczek. Mam zamiar zużyć go jak wosk, roztapiając w kominku.

piątek, 19 lipca 2013

Yankee Candle


Świece i woski Yankee Candle to temat rzeka. Słyszał o nich chyba każdy. Swoją przygodę z Yankee zaczęłam niecałe pół roku temu. Pierwszy wosk był porażką (Wedding Day). Pani na stoisku podała mi do powąchania zafoliowaną tartę leżącą wśród innych zapachów. Powąchałam - wydawał się przyjemny.
Dziś już wiem, że aby poznać zapach należy poprosić o możliwość powąchania świecy.
Potem przyszło pierwsze palenie, które okazało się być wieeeelkim rozczarowaniem. Zapach jednoznacznie przywodził mi na myśl zgniłe, wieńce pogrzebowe (wiele yankeeholiczek tam odbiera ten zapach). Na pewien czas zraziłam się do wosków, ale około miesiąca później sięgnęłam po kilka tart na stoisku Zapachu Domu i zakupiłam stacjonarnie woski: Manadrin Cranberry, Fruit Fusion, Lemon Lavender, True Rose oraz sampler Midnight Jasmine. Trzy z nich do tej pory są moimi ulubionymi zapachami.


Mandarin Cranberry - mocno owocowy zapach, połączenie mandarynki i żurawiny. Na początku mi się nie spodobał i napisałam mu krytyczną recenzję. Dla mnie idealny na chłodniejsze dni, otulający słodyczą dojrzałych owoców. Obecnie eden z moich faworytów.

Fruit Fusion - kolejna owocowa kompozycja, tym razem zdecydowanie mniej słodka. Bardzo wyraźnie wyczuwam tutaj mieszankę cytrusów. Cudowny świeży zapach i jeden z niewielu jak do tej pory wosków, które kupiłam ponownie.

Lemon Lavender - przez pierwsze palenia miałam do niego mieszane uczucia,  nie czułam w pełni jego zapachu. Odstawiłam do pudełka i tak sobie leżakował podczas gdy moja kolekcja zwiększała się o kolejne woski. Ostatnio wygrzebałam ostatni kawałek i to był strzał w dziesiątkę. Cudowny, jednak nie przesadzony aromat lawendy skomponowany w całość z odrobinką kwaśnej cytryny to jedno z najlepszych połączeń w ofercie Yankee Candle jaką do tej pory miałam okazję wypróbować. Zapach jest bardzo odprężający, nienachalny, a w dodatku świetnie radzi sobie z odstraszaniem komarów :) Przy pierwszej okazji uzupełniłam brak nowym woskiem o tym zapachu.

True Rose - jeden z niewypałów. W momencie jego odpalenia uświadomiłam sobie, że kwiatowe zapachy to nie moja bajka (później umocniłam się w tym przekonaniu próbując innych kwiatowych tart). Zapach przywodzi mi na myśl mdlącą, intensywną różę, czyli taki jaki miał być w zamierzeniu producenta, tylko ja nie jestem grupą docelową.

Midnight Jasmine - w samplerze jest to bardzo delikatny zapach, który o dziwo przypadł mi do gustu do tego stopnia, że sięgnęłam po wosk. Tutaj nie jest już tak kolorowo. Wosk to jeden z 'killerów', czyli mega intensywnych zapachów, które potrafią przyprawić o ból głowy. Tym razem jestem na nie, ale udało mi się znaleźć rozwiązanie jak go zużyć.


Od tamtej pory moja kolekcja systematycznie powiększa się o nowe tarty, a ja próbuję znaleźć swoich ulubieńców. Wiem, że największą szansę mają u mnie zapachy owocowe i świeże dlatego zwykle skupiam się na nich, choć w swoich zbiorach posiadam też kilka jedzeniowych aromatów, które przypadły mi do gustu.

Baby Powder - wosk ten kupiłam po przeczytaniu recenzji Amethyst. Za pierwszym razem średnio się polubiliśmy. Byłam odrobinę przeziębiona, a jego chemiczna nuta zwiększała u mnie ból gardła. Mimo trudnego początku naprawdę go polubiłam. Nie wiem jak jego zapach ma się do prawdziwego pudru dla dzieci, ale mnie zapach przypomina jakiś krem (trochę Nivea, trochę Bambino) z pudrową nutą. Jest niezwykle ocieplający, idealny na chłodne, zimowe wieczory, choć u mnie tli się w kominku mimo 26 stopni za oknem :)

Pink Sands - jeden z moich ulubionych (jeśli nie ulubiony) zapach z tych dostępnych w Polsce. Jest bardzo lekki, perfumeryjny, świeży. Według mnie bardzo uniwersalny i gdybym miała wybrać jeden zapach YC na prezent nie znając czyiś preferencji to stawiałabym właśnie na Pink Sands. Jest słodki, ale nie przesłodzony, delikatny, nie męczy nawet przy długim paleniu. Dla mnie ideał.
 

Chcecie przeczytać o innych zapachach? 
Jeśli odpowiedź brzmi TAK, to zapraszam do najnowszej zakładki: YANKEEpedia
Możecie tam poczytać o większości zapachów, które testowałam. Zakładka będzie z biegiem czasu aktualizowana i pewnie zmienię jej trochę grafikę, dodam więcej zdjęć, itp. Na razie to wersja próbna, aby zobaczyć jakie będzie zainteresowanie.


________________________________________________________________________________________________-

Ps.
Czy byłybyście zainteresowane postami dotyczącymi mieszania ze sobą wosków Yankee Candle w celu stwarzania nowych, unikalnych zapachów?

środa, 12 czerwca 2013

Ulubieńcy maja + współpracowe przesyłki


   Mamy prawie połowę maja czerwca, a ja dopiero teraz wstawiam ulubieńców. No cóż, lepiej późno niż wcale. Tym razem nie ma wiele produktów, a sam makijaż ograniczałam do minimum.

   Włosowi ulubieńcy chyba pojawiają się po raz pierwszy. Niedawno ścięłam włosy, ponieważ były mocno zniszczone. Niestety z kiepskim rezultatem, ponieważ fryzjerka chyba posiadała mega tępe nożyczki - 2 dni później białe kulki, a dziś przywitałam rozdwojone końce :/ Coraz poważniej rozważam zakup nożyczek fryzjerskich i tutaj moje pytanie: Czy możecie polecić mi jakieś godne uwagi egzemplarze? 

   Jak na razie próbuję włosy reanimować. W tym miesiącu najczęściej towarzyszyła mi odżywka DeBa BIO Vital, o której możecie przeczytać tutaj. Z olei najczęściej sięgałam po Bringraj (recenzja tu). Egzamin na moich (średnio porowatych - dziękuje jeszcze raz Kascysko!) włosach zdała także odżywka polecana przez włosomanianiaczki - Garnier masło karite i awokado.
   Proces rozczesywania włosów ułatwia mi już od kilku miesięcy Tangle Teezer, którego w najbliższej przyszłości nie planuję zamieniać na żadną inną szczotkę.
  
   Podkładem, po który najczęściej sięgałam w maju był (i nadal jest) Hean Studio Lift (recenzja tutaj) nakładany przy pomocy Beauty Blendera widocznego na trzecim zdjęciu. Na rzęsach najczęściej lądował tusz Wibo Growing Lashes, a na usta naprzemiennie lip tint Bell nr 5 lub pomadka MAC Fan Fare.
   W kwestii paznokci zawsze pod ręką mam diamentową odżywkę Eveline, która mimo wielu wad jest dla mnie najlepszą bazą pod kolorowy lakier. A obok kolejne wydenkowane opakowanie Seche Vite. Tym razem nie bawiłam się w przelewanki do mniejszej buteleczki i całą butlę zużyłam zanim zdążyła zgęstnieć.

   Ostatnio musiałam dać nosowi odetchnąć od wosków Paradisi i tym spodsobem znalazłam trzech ulubieńców Yankee Candle.

Fresh Comfort - typowo łazienkowy zapach, bardzo świeży, podobny do Clean Cotton, ale zdecydowanie łagodniejszy, bez ostrej, proszkowej nuty. Dla mnie najładniejszy z całej serii "zapachów prania"

Vineyard - słodko-kwaśnie winogronka. Na początku wyczuwam w nich cierpką nutę. Z czasem palenia robią się coraz słodsze. Zapach ten jest moim absolutnym faworytem.

Rainbow's End - jak pachnie koniec tęczy? Pachnie powietrzem po deszczu i jakimiś bliżej niezidentyfikowanymi, delikatnymi kwiatkami. Zapach niezwykle rześki. Zwykle zapalam go rano, zaraz po przebudzeniu.

A teraz czas sie pochwalić i pokazać co do mnie przyszło w ostatnim czasie.

       Tajemnicza przesyłka od Pilomax

A w środku:
  • grzebień i czepek do masek
  • Maska do włosów ciemnych i farbowanych


  • Maska do włosów z henną i zieloną herbatą


Przesyłka od Allepaznokcie

A w środku:
  • Lakier termiczny
  • Zielony lakier + aksamit w tym samym odcieniu
  • Perełki na paznokcie w odcieniu mięty
Zestaw do velvet manicure już przetestowałam na paznokciach koleżanki i muszę przyznać, że prezentuje się bardzo fajnie. 

piątek, 31 maja 2013

Podsumowanie miesiąca - Yankee Candle

   Przyznam szczerze, że po wczorajszym ożywieniu spowodowanym ilością zaprezentowanych lakierów mam spore obawy przy tym poście. Dla wyjaśnienia - lakiery nie kupiłam w przeciągu jednego miesiąca (o czym pisałam w komentarzach). Pokazałam Wam po prostu część nieopublikowanych jeszcze buteleczek, które nie miały swojego debiutu na blogu, a zostały kupione w przeciągu kilku ostatnich miesięcy (sephorowy maluch liczy sobie już prawie pół roku, ale przez cały ten czas leżał w koszyczku "do publikacji"). Myślałam, że dobrze sobie radziłam z niekupowaniem lakierów, ale skutecznie wyprowadziłyście mnie z błędu :D

  Yankee Candle to natomiast zupełnie inna historia. I moje bardzo wielkie uzależnienie... No cóż, ten post może być podporą dla wszystkich uważających, że przesadzili z kupowaniem... Pocieszam się jedynie tym, że mam większość interesujących mnie dostępnych w Polsce zapachów w formie wosków, więc nic więcej mnie nie kusi.


   Zamówienia były trzy. Pokazuję tylko dwa, ponieważ jedno było przeznaczone na upominki, a do mnie trafił tylko jeden wosk - Black Coconut. Możemy uznać, że go nie było (co polepszy moje samopoczucie).



    Zamówienie z ChocoBath. To mój faworyt spośród sklepów z asortymentem Yankee Canlde. Zdecydowanie Wam go polecam! Trafiły do mnie głównie owocowe zapachy, czyli takie jak lubię najbardziej. Mamy tu kilka nowych aromatów do wypróbowania jak i uzupełnienie Fruit Fushion, Bahama Breeze oraz Vanilla Cupcake.

   To zamówienie było całkiem niespodziewane. Miałam okazję kupić kilka niedostępnych w Polsce zapachów Yankee, więc nie mogłam nie skorzystać. Jak na razie odpaliłam trzy z nich i powiem Wam w tajemnicy, że jeden z nich stał się moim absolutnym faworytem!

  Oprócz wosków zamieszczonych na powyższych zdjęciach trafił do mnie już wspomniany Black Coconut oraz River Valley. A w drodze jest kolejne mini zamówienie, którego część jest dla mnie, a część dla Was. Także bądźcie czujne, bo nadal świętujemy drugie urodziny Herself & I!



niedziela, 28 kwietnia 2013

Podsumowanie miesiąca - Yankee Candle



 Na początek się wytłumaczę. Nie zniknęłam tak sobie bez powodu. Ja cały czas byłam i kleciłam tego posta, a trwało to tyle czasu, ponieważ Blogger postanowił się zbuntować i zaniechał dodawania zdjęć... Czy ktoś jeszcze ma ten problem?


O woskach Yankee Candle słyszał już chyba każdy. Moja mania na dobre rozwinęła się właśnie w kwietniu. Prawie codziennie wrzucam coś zapachowego do kominka. Nie przetestowałam jeszcze wielu zapachów i nie umiem ich tak pięknie opisywać jak niektóre z Was, ale będę próbować.

W tym miesiącu listonosz odwiedził mnie kilka razy i przyniósł przesyłki z kilku sklepów z asortymentem Yankee Candle.

Zamówienie z Świat Zapachów. Skorzystałam wraz z przyjaciółką z promocji 10za8 i tym sposobem moja kolekcja poszerzyła się o zapachy takie jak:
  • Beach Wood
  • Sweet Strawberry
  • Lady Pink Slipper
  • Clean Cotton
  • Sun&Sand
  • Bahama Breeze (na zapas)
  • Coastal Waters
 W prezencie od Martyny dostałam Soft Blanket (dziękuję :* Ale i tak się zemszczę!)

Sklep Świat Zapachów szczerze Wam polecam! Mają fajne promocje, miłą i kompetentną obsługę. Aż chce się tam wracać! Do zamówienia dostałam zapałki i voucher do Answer.com na 100zł przy zakupach na 300 zł
Ktoś go chce? Bo ja raczej nie skorzystam :) ważny do 30.06.2013



Następne zamówienie pochodzi z ChocoBath. Tym razem skusiłam się na sześć tart:
  • Loves Me, Loves Me Not
  • Vanilla Cupcake (numer 1 wśród całej kolekcji!)
  • Midsummer's Night
  • Pink Sands
  • Midnight Jasmine
  • Baby Powder (z rekomendacji  Amethyst)
Przesyłka dotarła do mnie ekspresowo, była dobrze zapakowana, ogółem same plusy. Na zamówienie z ChocoBath zdecydowałam się ostatnio ponownie i teraz czekam na kolejną przesyłkę (nie, prawie nie dla mnie. Kupiłam kilka wosków jako prezent. Dla siebie kliknęłam skromną jedną sztukę:)



 Nowości Q2 już u mnie, czyli zamówienie z allegro u sprzedawcy HomeDelight Tym razem wybrałam:
  • Honey Blossom
  • Summer Scoop (killer proszę państwa. Killer o zapachu cukierków Alpenliebe)
  • Fireside Treats
  • Waikiki Melon
  • Fluffy Towels
Żałuję, że nie dotarł jeszcze do nas ananas w formie wosku. Po miłych doświadczeniach z Bahama Breeze myślę, że ten zapach także powinien mi się spodobać. Teraz zostaje tylko na niego zapolować :)

 Ufff to już ostatnie zamówienie. Tym razem Pracownia Snów. Zamówiłam pięć wosków:
  • Sparkling Lemon
  • Vanilla Lime
  • Red Velvet
  • Pink Dragon Fruit
  • Black Cherry
Tym razem trochę ponarzekam. Na co? Na wysyłkę.
Wiem, że czas dostarczenia nie jest zależny od sklepu.
Rozumiem, że nie zostaje ona wysłana tak szybko jak przez allegro (czas na zaksięgowania, pakowanie, itp)
Ale nie lubię jednej rzeczy: okłamywania klientów

Zamówienie opłacone w sobotę, podana i opłacona opcja priorytet. Zaksięgowane we wtorek. Przygotowane do wysyłki w środę rano. Wysłane w środę popołudniu (17.04) . Czekam. W piątek nie przyszła, w poniedziałek też nie, więc naskrobałam wiadomość. Odzewu brak. Paczka przyszła w czwartek (25.04).
Wszystko byłoby ok, zrzuciłabym winę na Pocztę, gdyby nie jeden malutki szczegół. Stempel wysyłkowy (nie mam pojęcia jak on się fachowo nazywa) z datą z poniedziałku (22.04).
Witki opadają.
Czy naprawdę nie prościej byłoby napisać "Przepraszam wysyłka się opóźniła, dopiero dziś została wysłana" jako odpowiedź na moją wiadomość? Albo chociaż nie przesyłać mi wiadomości o wysyłce, skoro jej nie wysłali?

A już niedługo spodziewajcie się moich zapachowych opisów, bo sporą część wosków zdążyłam już przetestować.

czwartek, 4 kwietnia 2013

O woskach Yankee Candle słów kilka

Mania na Yankee Candle panuje już od dawna. Kilka miesięcy temu dopadła i mnie. Choć moja kolekcja jest dość skromna, niekontrolowanie rozrasta się po każdym wejściu na allegro (woski zamawiam przez allegro, ponieważ za każdym razem,gdy zbieram się do zakupów na stronach zapachdomu, candleroom czy pracowniasnow nie ma części interesujących mnie zapachów).
Dziś o kilku woskach, które zdążyłam przetestować.


Mandarin Cranberry - to pierwszy wosk, który zapaliłam (nie licząc incydentu z Wedding Day - brrrrrr). Upatrywałam w nim faworyta, ale rzeczywistość okazała się słodka, bardzo słodka i bardzo płaska. Słodka żurawina i słodkie mandarynki. Jak dla mnie ciut za dużo słodyczy.



Fruit Fushion właśnie się pali. Kolejny słodki zapach, jednak podoba mi się o wiele bardziej ze względu na cytrusową nutkę. Ten wosk i Mandarin Cranberry (i jeszcze 2 inne + sampler) dorwałam na stoisku YC w Złotych Tarasach, które muszę przyznać było średnio zaopatrzone (w woski, świec nie oglądałam/wąchałam).



Garden Hideway - miał być faworytem kolejnego zamówienia. Miał być wiosenny, miały być konwalie, miały być kwiaty. A co jest? Trawa. Urocza trawa na łące, ale jednak spodziewałam się więcej.



Bahama Breeze - kliknięty w ostatnim momencie. Nie miałam co do niego wielkich oczekiwań. Otworzyłam i przepadłam! Czuję lato, morze i ananasy z leciutkim cytrusowym dodatkiem. Całkowicie orzeźwiający zapach idealny na upalne, letnie dni (które kiedyś w końcu nadejdą). Póki za oknem śnieg, ja stwarzam sobie lato w pokoju dzięki temu zapachowi, Mój zdecydowany faworyt i wosk, który na pewno kupię ponownie!


A na swoją kolej grzecznie czekają:
  • Lemon Lavender
  • Lilac Blossoms (czekam na wiosnę, żeby wczuć się w ten bez)
  • Sicilian Lemon
  • True Rose

A w drodze do mnie są (powinny dotrzeć jutro)
  • Vanilla Cupcake
  • Midnight Jasmine
  • Midsummer's Night
  • Baby Powder
  • Loves Me Loves Me Not
  • Pink Sands


Jakieś wasze typy i sugestie co wrzucić do kominka i na co zwrócić uwagę przy następnym zamówieniu? Bo sama zdecydować się nie umiem :)


sobota, 9 marca 2013

Nowości w kosmetyczce + nowe współprace



... czyli kolejny post zakupowy. Patrząc na ilość moich nowości uświadomiłam sobie, że chyba w końcu poszłam po rozum do głowy.


Trafiły do mnie 3 produkty Mac: spora odlewka Face&Body, pomadka Fun Fare oraz płyn do czyszczenia pędzli. Zdradzę jedynie, że pierwsze użycie płynu było dość rozczarowujące...
Na zdjęciu znajdują się także odlewki 2 podkładów od Summer oraz połówka bazy ArtDeco.


Podkład Maybelline z wymianki z magicgrey podbił moje serce, ale niestety przeceniłam swoją bladość - jest zdecydowanie zbyt jasny jak dla mnie.
True Match oraz stojący obok eyeliner to łupy od Sajjjidy (na zdjęcie nie załapał się piękny wkład Inglota).
Kolejny podkał, kolejna wymiana. Coś czuję, że Skin Balance zostanie ze mną na dłużej.
Ostatni produkt to róż w kremie Revlon, który towarzyszy mi praktycznie codziennie.


Najświeższe nowości, czyli duża butla zmywacza Isany, topper Essence (nr10) oraz najnowsze dziecko Rimmela - lakier do ust w formie błyszczyka w nudziakowym kolorze. Ten biały woreczek obok to duża odsypka fixera Kryolanu.


Ostatnia wycieczka po Złotych Tarasach nie mogła by odbyć się bez wizyty przy stoisku Yankee Candle. Woskowe podejście numer dwa uważam za rozpoczęte!

A na koniec dwie współpracowe przesyłki:


Od firmy Hean otrzymałam do testów podkład Studio Lift, tusz Maxxi Lash oraz lakier w przecudownym kolorze nude.


Na stronie mineralnie.pl skorzystałam z 'rabatu dla blogerów' i tym sposobem trafił do mnie podkład i 2 próbeczki. Oj coś czuję, że nie zapałam miłością do minerałów...


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...