Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wibo. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 25 marca 2014
Wibo Express Growth 299 + pierwsza Blue Lakowa galeria
Jak już na pewno zdążyłyście zauważyć serię Express Growth od Wibo darzę ogromną sympatią. To chyba najliczniejsza grupa lakierów w mojej kolekcji z wielu względów - dostępności, idealnej konsystencji, dobrze wyprofilowanego pędzelka, uroczych buteleczek oraz tego jak genialnie sprawują się na moich paznokciach.
Lakier ukrywający się pod numerem 299 to idealny kandydat na lato - intensywny, neonowy, nie przejdzie niezauważony nawet w największym tłumie. Jak zawsze w wypadku tej niezwykle udanej serii, lakier gładko sunie po płytce nie rozlewając się ani nie tworząc smug. Na płytce standardowe dwie warstwy przykryte Seche Vite. Zdjęcia pochodzą z archiwum, więc nie wiem, który to ich dzień, ale obstawiam, że to około 5-6 dniowe mani.
Jak możecie zauważyć, jestem w trakcie małego blogowego remontu, a to co widzicie to stan przejściowy, a nie kocowy efekt. Stary wystrój odrobinę mnie już znudził, więc postanowiłam wprowadzić kilka zmian.
Wraz z tymi zmianami, wpadłam na pomysł sporządzenia prawdziwej Blue Lake'owej galerii, gdzie można by było obejrzeć jak prezentuje się na Waszych paznokciach.
A więc jeśli macie ochotę dołączyć do tego projektu proszę Was o przesłanie zdjęcia/zdjęć Waszych paznokci pomalowanych Blue Lake (zarówno zdobień jak i BL solo) na adres: herself_and_i.blogspot@poczta.onet.pl i tytułem "Blue Lake - zdjęcia do galerii"
W przypadku jeśli recenzowałyście BL proszę także o link do posta.
A na koniec chciałam serdecznie podziękować za wszystkie wiadomości jakie od Was dostałam w związku z moją dość długą nieobecnością. Przypominam także, że cały czas możecie być na bieżąco śledząc herselfandi na Instagramie - tam jest mnie pełno.
A wyniki rozdania ogłoszę w ciągu najbliższych dni!
sobota, 11 stycznia 2014
Kosmetyczne podsumowanie roku + przedłuzenie rozdania
Już 11 dni 2014 roku za nami, więc najwyższa pora na małe podsumowanie.
Kosmetycznym hasłem przewodnim dla mnie w 2013 roku zdecydowanie była blogerska kolekcja lakierów i mój udział w postaci Blue Lake. W tym miejscu chciałabym Wam jeszcze raz gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa zarówno te w komentarzach, mailach jak i kierowane bezpośrednio do mnie. A sam lakier, na paznokciach wielu wspaniałych blogerek możecie zobaczyć w zakładce "Blogerki piszą o Blue Lake").
A na koniec zaznaczę jeszcze, że to właśnie o Wibo Gel Like Blue Lake czytałyście najchętniej.
Mimo mojego uwielbienia co do własnego lakieru, to jednak ciemna czekolada od Color Club gościła najczęściej na moich paznokciach w ubiegłym roku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo kolor jak i formuła tego lakieru są bezbłędne!
Rok 2013 był dla mnie momentem przełamania się i coraz częstszego sięgania po czerwone lakiery. W związku z tym moja kolekcja powiększyła się o kilka(naście) nowych buteleczek wypełnionych wszelkimi odcieniami czerwieni.
Pozostając w lakierowej tematyce nie mogę nie wspomnieć o Seche Vite. Towarzyszy mi już drugi rok i przez ten czas zużyłam już około 7 buteleczek, a ostatnio trafiła do mnie 118 ml butla tego topu. Cóż mogę powiedzieć, odkąd go mam nie wyobrażam sobie pomalowania paznokci bez użycia SV.
Jeszcze rok temu byłam do paletek Sleek nastawiona mocno sceptycznie, a za najlepsze cienie uważałam wkłady Inglot. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu wykonanego niczym innym, a Inglotowa paletka zeszła na drugi plan. W stosunku cena-jakość nie mają sobie równych.
Szminkowe wkłady Inglot to chyba moje największe odkrycie 2013 roku. Cena, wydajność, łatwość aplikacji, mnogość kolorów, można tak wymieniać bez końca. Nie wiem jak mogłam tak długo mijać je obojętnie.
W kategorii ulubieńców kosmetycznych zmieniło się u mnie niewiele. Nadal nie znalazłam podkładu,który spełniałby wszystkie moje oczekiwania, tuszu, który pogrubiałby rzęsy bez ich sklejania. Mimo szczerych chęci nie polubiłam się z meteorytami Guerlain, a z bronzerem W7 mam lepsze i gorsze dni. Beauty Blender nadal towarzyszy mi przy pracy z 'trudniejszymi' podkładami.
Ale znalazłam też trzech ulubieńców, którzy na stałe zagościli w mojej kosmetyczce.
Róż Smashbox w odcienu Passion towarzyszy mi niemal codziennie od dnia zakupu.
Korektor Miss Sporty to mój ideał jeśli chodzi o lekkie krycie i brak przesuszenia.
Odkąd mam żelowy eyeliner Maybelline na dobre porzuciłam eyelinery w płynie.
Woski Yankee Candle także należą do odkryć roku 2013. W tym czasie uzbierałam i przetestowałam ich całkiem sporą ilość. Wiem, że świece nie zdają u mnie egzaminu, a woski do kominka muszę wrzucać w bardzo niewielkiej ilości, aby ich zapach nie był przytłaczający. I choć nadal uwielbiam testować nowe zapachy, na blogu o nich od dawna nie piszę z jednej, prostej przyczyny - dla mnie blogosfera jest już całkowicie przesiąknięta YC i pojawiają się dosłownie wszędzie. Czuję blogowy przesyt, ale możliwe, że jeszcze kiedyś napiszę o unikatowych zapachach w mojej kolekcji.
Na koniec, ze względów technicznych ogłaszam przedłużenie rozdania, które zakończy się dnia 25 stycznia 2014. Wyniki postaram się ogłosić do trzech dni od zakończenia rozdania.
Kosmetycznym hasłem przewodnim dla mnie w 2013 roku zdecydowanie była blogerska kolekcja lakierów i mój udział w postaci Blue Lake. W tym miejscu chciałabym Wam jeszcze raz gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa zarówno te w komentarzach, mailach jak i kierowane bezpośrednio do mnie. A sam lakier, na paznokciach wielu wspaniałych blogerek możecie zobaczyć w zakładce "Blogerki piszą o Blue Lake").
A na koniec zaznaczę jeszcze, że to właśnie o Wibo Gel Like Blue Lake czytałyście najchętniej.
Mimo mojego uwielbienia co do własnego lakieru, to jednak ciemna czekolada od Color Club gościła najczęściej na moich paznokciach w ubiegłym roku. Ale nie ma się czemu dziwić, bo kolor jak i formuła tego lakieru są bezbłędne!
Rok 2013 był dla mnie momentem przełamania się i coraz częstszego sięgania po czerwone lakiery. W związku z tym moja kolekcja powiększyła się o kilka(naście) nowych buteleczek wypełnionych wszelkimi odcieniami czerwieni.
Pozostając w lakierowej tematyce nie mogę nie wspomnieć o Seche Vite. Towarzyszy mi już drugi rok i przez ten czas zużyłam już około 7 buteleczek, a ostatnio trafiła do mnie 118 ml butla tego topu. Cóż mogę powiedzieć, odkąd go mam nie wyobrażam sobie pomalowania paznokci bez użycia SV.
Jeszcze rok temu byłam do paletek Sleek nastawiona mocno sceptycznie, a za najlepsze cienie uważałam wkłady Inglot. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu wykonanego niczym innym, a Inglotowa paletka zeszła na drugi plan. W stosunku cena-jakość nie mają sobie równych.
Szminkowe wkłady Inglot to chyba moje największe odkrycie 2013 roku. Cena, wydajność, łatwość aplikacji, mnogość kolorów, można tak wymieniać bez końca. Nie wiem jak mogłam tak długo mijać je obojętnie.
W kategorii ulubieńców kosmetycznych zmieniło się u mnie niewiele. Nadal nie znalazłam podkładu,który spełniałby wszystkie moje oczekiwania, tuszu, który pogrubiałby rzęsy bez ich sklejania. Mimo szczerych chęci nie polubiłam się z meteorytami Guerlain, a z bronzerem W7 mam lepsze i gorsze dni. Beauty Blender nadal towarzyszy mi przy pracy z 'trudniejszymi' podkładami.
Ale znalazłam też trzech ulubieńców, którzy na stałe zagościli w mojej kosmetyczce.
Róż Smashbox w odcienu Passion towarzyszy mi niemal codziennie od dnia zakupu.
Korektor Miss Sporty to mój ideał jeśli chodzi o lekkie krycie i brak przesuszenia.
Odkąd mam żelowy eyeliner Maybelline na dobre porzuciłam eyelinery w płynie.
Woski Yankee Candle także należą do odkryć roku 2013. W tym czasie uzbierałam i przetestowałam ich całkiem sporą ilość. Wiem, że świece nie zdają u mnie egzaminu, a woski do kominka muszę wrzucać w bardzo niewielkiej ilości, aby ich zapach nie był przytłaczający. I choć nadal uwielbiam testować nowe zapachy, na blogu o nich od dawna nie piszę z jednej, prostej przyczyny - dla mnie blogosfera jest już całkowicie przesiąknięta YC i pojawiają się dosłownie wszędzie. Czuję blogowy przesyt, ale możliwe, że jeszcze kiedyś napiszę o unikatowych zapachach w mojej kolekcji.
________________________________________________________________________________________
Na koniec, ze względów technicznych ogłaszam przedłużenie rozdania, które zakończy się dnia 25 stycznia 2014. Wyniki postaram się ogłosić do trzech dni od zakończenia rozdania.
niedziela, 29 grudnia 2013
Mr. Penguin step by step
Był już Pan Panda, więc teraz czas na pingwina. Pomysł, który na początku wydawał mi się banalnie prosty niestety odrobinę przerósł moje możliwości swoimi mikroskopijnymi detalami. Ale zacznijmy od początku
- Tradycyjnie zaczynamy od nałożenia top coat'u. (Sally Hansen Top&Base Coat)
- Nakładamy lakier bazowy. (Wibo Art liner nr 13)
- Czekamy około 10 minut, aby lakier bazowy zdążył wyschnąć
- Białym lakierem tworzymy 'brzuszek' naszego pingwina (Golden Rose nr 242)
5. Białą i czarną farbką tworzymy oczy pingwina
6. Dodajemy zółty dzióbek
7. Oraz łapki.

8. Całość pokrywamy top coat'em.
9. Podziwiamy efekt końcowy.
czwartek, 5 września 2013
Black, Purple&Cross
Ostatnie zdobienie w większości przypadło Wam do gustu, więc dziś prezentuje kolejne. Tym razem zdecydowanie bardziej ciemno i błyszcząco. Choć całość wydaje się być skomplikowana, jest to jedno z najprostszych zdobień jakie można stworzyć.
Wszystko czego potrzebujemy to czarny lakier bazowy, na który przyklejamy fioletowe holo . Do stworzenia krzyża wystarczy cienka tasiemka do zdobień i odrobina kreatywności.
Nadal pracuję ze starą butelką Seche Vite, dlatego też płytka nie jest pokryta jednolitą taflą lakieru. Przy takim zdobieniu ma to jednak swój urok,ponieważ w słońcu całość mieni się z jeszcze większą mocą.
Na koniec trochę zdjęć spoza 'planu', czyli paznokcie wystawione na pełne słońce:
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)










