Jako, że od dziś mamy już listopad czas na przedstawienie ulubieńców. Nie ma ich dużo, ale są to produkty, które kocham całym sercem.
Nie pokazuję żadnego podkładu, ponieważ w październiku starałam się polubić z Pharmaceris i Ingrid, ale żaden nie zasłużył, aby się tu znaleźć.
Niekwestionowany numer jeden -
korektor Janssen (nr 2) pokazywany dawno, dawno temu. Na początku się nie lubiliśmy, może ze względu na porę roku. Od września używam praktycznie codziennie. Ubytek jest minimalny. Myślę, że starczy następne pół roku, a moja wersja to
połowa opakowania! Kocham go za ten cudowny żółty kolor, mega wydajność i stosunkowo niską cenę jak na taki wieczny produkt (ok 40 zł/ 5 ml)
W kategorii cienie - zdecydowanie
Inglot! Cała paletka jest przeze mnie maltretowana praktycznie codziennie.
Cień Wibo z najnowszej kolekcji nazywający się Spanish Love to mój faworyt w dziedzinie podkreślania brwi (ta ciemniejsza połówka oczywiście)
Na rzęsach już drugi miesiąc gości
Essence Multi Action False Lashes. Był zachwyt, było rozczarowanie i powrót zachwytu.
Carmex, czyli moje codzienne must have.
Pomadkowy ulubieniec to zdecydowanie czerwień
Inglot nr 860. Nie solo, ale jako dodatek do praktycznie wszystkiego, co nakładałam na usta (o ile coś nakładałam)
Lakierowi ulubieńcy to
top Essence (który jest fenomenalny i zużyłam już ponad połowę buteleczki) i stosunkowo nowy nabytek czyli lakier
Sephora nr 01. Może pomalowałam nim paznokcie tylko raz, ale całkowicie mnie zachwycił i wybaczam mu wszystkie wady. Recenzja już wkrótce.