Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nails. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nails. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lipca 2014

OH MY GOSH 037 Ocean Club


   Dziś nadal pozostajemy w strefie brokatów, choć tym razem efekt jest mocniejszy i zdecydowanie bardziej nadaje się na jakąś okazję niż do noszenia na co dzień. Mani zdecydowanie przyciąga uwagę i za każdym razem przynosi mi masę komplementów.


   Mini lakier GOSH o numerze 037 Ocean Club to bezbarwna baza, w której zatopiono mnóstwo niebieskich i zielonych hologramów o dwóch wielkościach. Zdecydowanie przeważa niebieski, choć intryguję mnie, czy zielona baza nałożona pod ten glitter wzmocniłaby efekt. Lakier ma pojemność 5ml, a jego cena waha się w granicach 10zł.

Tym razem na paznokciach baza w postaci kobaltowego metalika Lovely nr 94 i dwie warstwy OH MY GOSH. Wszystko utrwalonew warstwą Seche Vite.






środa, 2 lipca 2014

Manhattan Lotus Effect Nail Polish Glitter 10S Gliter Gold

  Z lakierami Manhattan (a w sumie to z całym asortymentem tej firmy) nigdy nie było mi po drodze. Pierwszy lakier z logiem M na zakrętce otrzymałam w ramach współpracy i sprawował się całkiem dobrze, jednak nadal szafa Manhattan nie przyciągała mojej uwagi na dłużej. Drugi egzemplarz ich lakierów zasilił moją (cięgle rozrastającą się kolekcję) o kolejny odcień. Tym razem zdecydowałam się na złoty brokat opatrzony symbolem 10S o nazwie Glitter Gold.

   Sam kolor to bezbarwna baza w której zatopiono mnóstwo brokatu ze znaczną przewagą złota, choć dopatrzeć możemy się także zieleni oraz srebra. Za ceną około 11zł dostajemy 11ml emalii z naprawdę dobrze wyprofilowanym pędzelkiem. Trwałość zaliczam na plus, na paznokciach pokazuję Wam mani po 4 dniach noszenia. Nic nie odpryskuje, nic się nie ściera - takie lakiery lubię najbardziej. Na paznokciach 3 warstwy (solo) utrwalone standardowo Seche Vite.





sobota, 5 kwietnia 2014

something on red


   Tym razem mocno archiwalnie, czyli pierwsze próby namalowania czegoś przy pomocy farbek akrylowych. No właśnie, 'czegoś' to zdecydowanie najlepsze słowo. Ale to nie mój brak umiejętności ma grać dziś główną rolę, a cudowna, żeolowa czerwień Golden Rose nr 317 z serii proteinowej. Lakier ma typowo żelowe wykończenie, a pokryty dodatkową warstwą Seche Vite prezentuje się genialnie!

   Nakładanie jest bezproblemowe, a konsystencja ułatwia równomierne rozprowadzanie lakieru na płytce. Dwie warstwy dają pełne krycie bez prześwitów końcówek. Genialna czerwień, co potwierdza fakt, że zużyłam już prawie całą buteleczkę o dość sporej pojemności 12,5 ml.

piątek, 4 kwietnia 2014

Przyjemniak


   No dobra, wiem, że mam spore zaległości w pokazywaniu Wam lakierów, ale nie myślałam, że jest tak źle. Bohater dzisiejszego postu wyprowadził mnie z błędu wpisując się w rekordową ilość czasu zakup-nałożenie na paznokcie z wynikiem 1,5 roku. Może to przez jego formułę, może to przez jego kolor, może to Maybelline... Tak czy inaczej, dziś kolej właśnie na niego.

  Color Club (bez żadnej naklejki z oznaczeniem czy nazwą koloru) pochodzi z zestawu, które co jakiś czas rzucane są na półki w TkMaxxie. Kolor jest dość specyficzny, bowiem w 15 mililitrowej buteleczce spogląda na nas ładny mysi metalik, a tak naprawdę jest to srebro o perłowym wykończeniu. Taka mała niespodzianka. Jako pierwsza przeciwniczka perłowych wykończeń odrzuciłam biedaka w kąt i tak sobie leżakował aż do dzisiejszego popołudnia.


   Przy aplikacji trzeba uważać, bo jego formuła uwidacznia na płytce każde pociągnięcie. Dwie warstwy załatwiają sprawę, Wykończenie jest półmatowe i tutaj pojawiło się kolejne pytanie, czyli co z nim dalej zrobić? Pokryć topem, a może zmatowić? Jednak efekt końcowy tak przypadł mi do gustu, że postanowiłam nie robić z nim absolutnie nic.
   A więc po raz pierwszy od dawna mogę coś napisać o szybkości wysychania. Otóż tutaj jest całkiem przyjemnie, 10 minut i wierzchnia warstwa załatwiona, jednak dla pełnego utwardzenia należy zaczekać kolejne 10 minut. Zobaczymy jak będzie ze ścieraniem końcówek, ale w chwili obecnej jestem zdecydowanie na tak!

Warto też wspomnieć, że ma jakieś 'magiczne' zdolności do optycznego wydłużania płytki. I ukazywania wszystkich jej nierówności. Niestety.







wtorek, 25 marca 2014

Wibo Express Growth 299 + pierwsza Blue Lakowa galeria


   Jak już na pewno zdążyłyście zauważyć serię Express Growth od Wibo darzę ogromną sympatią. To chyba najliczniejsza grupa lakierów w mojej kolekcji z wielu względów - dostępności, idealnej konsystencji, dobrze wyprofilowanego pędzelka, uroczych buteleczek oraz tego jak genialnie sprawują się na moich paznokciach.



   Lakier ukrywający się pod numerem 299 to idealny kandydat na lato - intensywny, neonowy, nie przejdzie niezauważony nawet w największym tłumie. Jak zawsze w wypadku tej niezwykle udanej serii, lakier gładko sunie po płytce nie rozlewając się ani nie tworząc smug. Na płytce standardowe dwie warstwy przykryte Seche Vite. Zdjęcia pochodzą z archiwum, więc nie wiem, który to ich dzień, ale obstawiam, że to około 5-6 dniowe mani.













Jak możecie zauważyć, jestem w trakcie małego blogowego remontu, a to co widzicie to stan przejściowy, a nie kocowy efekt. Stary wystrój odrobinę mnie już znudził, więc postanowiłam wprowadzić kilka zmian.

Wraz z tymi zmianami, wpadłam na pomysł sporządzenia prawdziwej Blue Lake'owej galerii, gdzie można by było obejrzeć jak prezentuje się na Waszych paznokciach. 
A więc jeśli macie ochotę dołączyć do tego projektu proszę Was o przesłanie zdjęcia/zdjęć Waszych paznokci pomalowanych Blue Lake (zarówno zdobień jak i BL solo) na adres: herself_and_i.blogspot@poczta.onet.pl i tytułem "Blue Lake - zdjęcia do galerii"
W przypadku jeśli recenzowałyście BL proszę także o link do posta.

A na koniec chciałam serdecznie podziękować za wszystkie wiadomości jakie od Was dostałam w związku z moją dość długą nieobecnością. Przypominam także, że cały czas możecie być na bieżąco śledząc herselfandi na Instagramie - tam jest mnie pełno.
A wyniki rozdania ogłoszę w ciągu najbliższych dni!

piątek, 14 lutego 2014

OPI Malaga Wine


   Praktycznie nigdy nie zdarza mi się nałożyć dwa razy pod rząd ten sam lakier i jeśli tak się stanie to musi on mieć w sobie coś wyjątkowego. Wiele razy pisałam już o tym, że za czerwienią na paznokciach nigdy nie przepadałam, w ostatnim czasie coraz bardziej się do niej przekonuję. Dziś o jednym z czerwonych odcieni, który podbił moje serce.

   Malaga Wine pochodzi z klasycznej kolekcji lakierów OPI. Jest to dość ciemna, intensywna czerwień. Kolor wymaga dwóch warstw zew względu na swoją formułę, która dla mnie jest fazą przejściową pomiędzy kremem a żelem (konsystencja i aplikacja przebiega jak w przypadku typowego żelka, jednak nie tworzy prześwitów na końcówkach paznokci). Nic się nie rozlewa, a sama aplikacja jest całkowicie bezproblemowa.





   Nosi mi się go niezwykle dobrze. Nic się nie ściera, odprysków brak, jednym słowem - cudo. Malaga Wine jest jednak jednym z tych kolorów, który zdecydowanie lepiej prezentuje się w świetle naturalnym co możecie zaobserwować na poniższych zdjęciach.





czwartek, 6 lutego 2014

OPI Alpine Snow


   Po średnio udanym eksperymencie z Solitaire, dziś przyszła kolej na następną biel dostępną w asortymencie Opi. Alpine Snow to czysta, kremowa biel bez żadnych dodatków.

   Muszę przyznać, że naprawdę dawno żaden lakier nie nakładał się tak topornie jak ten. Już podczas nakładania pierwszej warstwy zalałam całe skórki, choć zwykle mi się to nie zdarza. Przy drugiej warstwie było tylko gorzej, w dodatku utworzyły się nieco nieestetyczne mazy.


   Nie zrażam się jednak i zdecydowanie dam temu odcieniowi jeszcze jedną szansę, ponieważ efekt końcowy jest wart zachodu. Po opanowaniu bałagany przy skórkach prezentuje się szalenie dobrze, a kolor jest dokładnie tą idealną bielą jakiej szukam od dawna.

Marka: OPI
Kolekcja: Soft Shades
Odcień: Alpine Snow
Wykończenie: kremowe
Pędzelek: standard Opi
Konsystencja: dosyć wodnista
Aplikacja: ze względu na konsystencje należy niezwykle uważać przy skórkach.






LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...