poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Chocolate nails
Uwielbiam błyskotki na paznokciach. Odrobina brokatu potrafi ożywić najbardziej stonowany, kremowy kolor. Tak było też w tym przypadku. Jako baza posłużył mi piękny czekoladowy brąz Color Club, o którym już kiedyś Wam pisałam *klik*. Po kilku dniach naszło mnie na zmianę, ale szkoda było mi zmywać lakieru,który tak dobrze się prezentował mimo upływu czasu. Sięgnęłam więc po brokat do paznokci w brązowym kolorze. Tym sposobem mani się ożywił, a ja mogłam cieszyć się pięknym efektem przez kolejne dni.
Color Club wytrzymał na moich paznokciach 9 dni w stanie nienaruszonym!
Całość nabiera dodatkowego uroku przy odrobinie sztucznego światła.
A jak Wam podoba się efekt?
czwartek, 15 sierpnia 2013
Photo mix
Czyli 'co u mnie słychać' w formie kilku zdjęć.
1. Jestem fotografem. czyli sesja zdjęciowa od kulis ;) Więcej zdjęć mojego (i nie tylko) autorstwa na Carla Mode *klik*
2. Moja grzywka postanowiła współpracować i sama się tak ładnie zakręciła.
3. Ktoś tutaj nie lubi swojej kokardki.
4. A kto jest najśliczniejszym małym kotem? Zdjęcie pstryknięte chwile przed tym, jak mama tego malucha postanowiła zakończyć karierę kociego modela :D
1. Przygotowania do apdejtu mojej Wibo EG kolekcji
2. Nowy kształt paznokci. Ostre końcówki to jednak nie dla mnie.
3. A to taki staroć odgrzebany na dysku. Prosto, a efektownie.
4. Taka już moja natura, że lubię jak coś mi błyszczy na pazurach.
1. Lakiery Wibo mają nowy domek.
2. Przybył mój chiński pędzel. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie tak dobry.
1. Idealna kreska. To nic, że narysowanie jej zajęło mi 6 lat. Ale wyszło na oby powiekach, więc trzeba było uwiecznić.
2. Prezent z Maroka. Uwielbiam! Sampler Witches Brew ma nowy domek.
1. Jestem fotografem. czyli sesja zdjęciowa od kulis ;) Więcej zdjęć mojego (i nie tylko) autorstwa na Carla Mode *klik*
2. Moja grzywka postanowiła współpracować i sama się tak ładnie zakręciła.
3. Ktoś tutaj nie lubi swojej kokardki.
4. A kto jest najśliczniejszym małym kotem? Zdjęcie pstryknięte chwile przed tym, jak mama tego malucha postanowiła zakończyć karierę kociego modela :D
1. Przygotowania do apdejtu mojej Wibo EG kolekcji
2. Nowy kształt paznokci. Ostre końcówki to jednak nie dla mnie.
3. A to taki staroć odgrzebany na dysku. Prosto, a efektownie.
4. Taka już moja natura, że lubię jak coś mi błyszczy na pazurach.
1. Lakiery Wibo mają nowy domek.
2. Przybył mój chiński pędzel. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie tak dobry.
1. Idealna kreska. To nic, że narysowanie jej zajęło mi 6 lat. Ale wyszło na oby powiekach, więc trzeba było uwiecznić.
2. Prezent z Maroka. Uwielbiam! Sampler Witches Brew ma nowy domek.
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Podsumowanie miesiąca - Yankee Candle
Może niekoniecznie miesiąca, ponieważ ostatni post dotyczący nowości YC w moich zbiorach pochodzi z maja. Od tego czasu w mojej kolekcji pojawiło się kilka nowości.
Zacznijmy jednak nietypowo, od wosków, które udało mi się skończyć.
- Lemon Lavender
- Bahama Breeze
- Rainbow's End
- Fruit Fusion
- Sicilian Lemon
- Vanilla Cupcake (brak na zdjęciu - wyrzuciłam folię)
Małe zamówienie z zagranicznymi zapachami. Kliknięte ze względu na bardzo zachwalany Willow Breeze. Jak na razie otworzyłam jedynie Pineapple Paradise i muszę przyznać, że szału nie ma.
Kolejne zagraniczne zamówienie.Tym razem większe i pochodzące z dwóch osobnych przesyłek. Pierwsza to podwójne Golden Sands i Blueberry. Drugie to wspólne zakupy "po połowie", czyli z każdego wosku dla mnie przypada jego połówka (naprawdę fajny sposób kiedy kupujemy zapachy w ciemno). Swoją połówkę Rainbow's End zdążyłam już zużyć.
Jesienne Q3, które zamówiłam kiedy tylko pojawiły się w ofercie sklepów internetowych. Jeszcze nietestowane, czekam na chłodniejsze dni. Z Polskiej oferty kupuję ostatnio tylko zapachy limitowane i zapasy ulubionych wosków. Większość interesujących zapachów już mam, więc głównie poszukuję niedostępnych pozycji.
A to przesyłka, która właśnie do mnie dotarła. Wszystkie zapachy oprócz Rainbow's End to dla mnie nowości. Skusiłam się także na sampler Witches Brew, choć raczej unikam tych mini świeczek. Mam zamiar zużyć go jak wosk, roztapiając w kominku.
sobota, 10 sierpnia 2013
Testuję z Maliną: Terapia rozświetlająca Marion
Rozświetlającą terapię do włosów Marion testuję dzięki Malinowemu Klubowi.
Jest to terapia 14-dniowa, którą dla optymalnego efektu zaleca się stosować przez jeden miesiąc: pierwszy tydzień co drugi dzień, później co trzeci rozprowadzając na mokrych włosach całą zawartość ampułki.
Co mówi producent?
14-dniowa terapia rozświetlająca to połączenie silnie skoncentrowanych roślinnych ekstraktów, witamin oraz innowacyjnych technologii, które dobrano tak, aby przywrócić blask i witalność włosom matowym. Regularnie stosowana intensywnie regeneruje, wygładza i nadaje włosom jedwabistą miękkość.
Kompleks Vita Silk - zawiera proteiny jedwabiu i witaminy A, E, P, H, B5, które chronią kolor włosów, odżywiają i regenerują ich zniszczoną strukturę, przywracając piękny połysk, odżywiając i rozświetlając.
Keracyn - otrzymywany z liści karczocha, bogatego w pochodne kwasu hydroksycynamonowego o silnych właściwościach przeciw utleniających. Zapobiega otwieraniu łuski włosa, dzięki temu chroni włosy przed agresywnym wpływem czynników zewnętrznych oraz gwarantuje zdrowie włókien włosowych. Nadaje włosom połysk oraz sprawia, że są bardziej odporne na uszkodzenia i łatwiejsze w układaniu.
Olej z kiełków pszenicy - bogaty w witaminę E, która odżywia i restrukturyzuje włókna włosowe, wygładza je i ułatwia rozczesywanie, dodatkowo chroni włosy przed działaniem szkodliwych promieni UV.
Każde opakowanie zawiera po pięć ampułek o pojemności 7 ml. Plusem ich opakowania jest to, że bez problemu napoczętą ampułkę możemy znów zamknąć.
Zawartość jest mocno wodnista i mimo swojej oleistości bardzo dobrze i równomiernie rozprowadza się na włosach. Ampułek nie należy spłukiwać, chyba, że nasze włosy mają tendencję do przesuszania. Wtedy trzymamy produkt przez ok 5 min i spłukujemy.
Ja zdecydowałam się na opcję bez spłukiwania, ponieważ moje włosy są dość długie i niewiele produktów im szkodzi. Niestety już po drugiej ampułce moje włosy były bardzo obciążone i nie wyglądały dobrze. Skoro cała ampułka od początku wydawała mi się za dużą ilością, postanowiłam, że będę nakładać jej połowę nadal nie spłukując preparatu z włosów. Tym razem było zdecydowanie lepiej. W takiej formie stosowałam produkt już do końca kuracji.
Na skróty!
Podczas całej terapii zrezygnowałam z szuszenia i prostowania włosów (z jednym wyjątkiem).
Zapach: Choć to kwestia całkowicie indywidualna, mnie się podoba.
Wydajność: Pół ampułki to według mnie maks, chyba, że ktoś posiada mega długie włosy.
Opakowanie: Kapsułki możemy wielokrotnie otwierać i zamykać.
Działanie: Może na włosach bardzo zniszczonych sprawdziłyby się lepiej. Moje doprowadzone są już do stanu, kiedy mogę powiedzieć, że są zdrowe i jakiś szczególnie pozytywnych efektów niestety nie zauważyłam.
Obciążenie włosów: Produkt mocno obciąża. Należy uważać z dozowaną ilością lub stosować go jako pięciominutową odżywkę.
Zaznaczam, że podczas kuracji nakładałam odżywkę po myciu.
Jako odżywka: U mnie jako jedyna odżywka po myciu ampułka nie sprawdziła się zupenie. Moje włosy (jak większość fal) mają tendencję do plątania i po takim eksperymencie miałam ogromne problemy z rozczesaniem włosów.
Rozświetlenie: Na włosach schnących naturalnie jest praktycznie niezauważalne. Lepiej widoczne jest na wyprostowanych.
Wpływ na skręt: Niezauważalny.
Podsumowując, ja nie zauważyłam jakiś oszałamiających zmian i raczej nie spróbuję tej kuracji ponownie. Nie jest to droga zabawa (ok. 8zł za opakowanie) więc warto spróbować, może na zniszczonych włosach sprawdzi się lepiej.
Na większości zdjęć włosy rozczesane na mokro i pozostawione do wyschnięcia "na prosto".
| efekty największego obciążenia |
| próba wydobycia skrętu |
| próba wydobycia skrętu |
| próba wydobycia skrętu |
| włosy wyprostowane |
środa, 7 sierpnia 2013
Podkład Mineralny Amilie
Gdy temperatura za oknem przekracza 30 stopni nawet nie patrzę w stronę płynnych podkładów. Skóra pod nimi się dusi co nie odbija się dobrze na jej kondycji. Okres letni to dla mnie idealny moment na podkłady mineralne. W zimę raczej z nich rezygnuję, ponieważ moja skóra ma tendencję do sezonowego przesuszania.
Podkład firmy Amilie jest drugim podkładem mineralnym w mojej kolekcji. Od firmy do testów dostałam pełnowymiarowe opakowanie o pojemności 5g. Na początku może się to wydawać mikroskopijną ilością w porównaniu z 30ml podkładów płynnych, ale to tylko złudzenie nowicjusza. Podkład ten używam praktycznie codziennie od miesiąca a ubytek jest niewielki.
Kolor jaki dla siebie wybrałam, Summer Sand to trzeci kolor z gamy odcieni naturalnych. Wybór jest naprawdę spory. Dostępne jest 6 gam kolorystycznych (Honey, Beige, Golden, Olive, Natural oraz Cool), a w każdej z nich znajduje się po 5 odcieni co daje naprawdę spory wybór. Z tego co zauważyłam to kolory są dość jasne. Moja trójeczka z Natural jest ku mojemu zaskoczeniu dla mnie odrobinę za jasna, ale uznajmy, że się opaliłam ;)
Ściąga z odcieni:
Honey - odcienie ciepłe z brzoskwiniowymi/żółtymi tonami
Beige - odcienie chłodne z beżowymi/brązowymi tonami
Golden - odcienie ciepłe ze złotymi/żółtymi tonami
Olive - odcienie neutralne z oliwkowymi/zielonymi tonami
Natural - odcienie neutralne
Cool - odcienie chłodne z różowymi tonami
Podkład w środku zabezpieczony jest specjalną folijką, którą należy usunąć przed użyciem. Mechanizm wysypywania proszku jest dość specyficzny dla produktów mineralnych - sitko zabezpieczone przekręcanym plastikiem (chyba wiecie o co mi chodzi?)
Co o produkcie mówi nam producent?
Formuła Coverage zapewnia idealne krycie wszelkich niedoskonałości cery, z budowanym stopniem krycia (każda kolejna warstwa nadaje większe krycie). Podkład o gładkiej, jedwabistej konsystencji z delikatnym, promiennym wykończeniem (subtelne glow). Odpowiedni dla wszystkich rodzajów cery.
Produkt:
- nie zawiera talku, konserwantów, silikonów, nanocząsteczesteczek, substancji ropopochodnych oraz szkodliwych chemicznych dodatków
- zapewnia odpowiednie krycie bez efektu maski
- nie zatyka porów, skóra może w nim swobodnie oddychać
- odpowiedni dla cery trądzikowej, wrażliwej oraz skłonnej do alergii
- długotrwały efekt
- zapewnia naturalną ochronę przed promieniami UV
- wodoodporny
Na czerwono zaznaczyłam te punkty, z którymi się nie zgadzam: krycie nie jest idealne. Pierwsza warstwa daje bardzo subtelny efekt i możemy dodawać kolejne warstwy, ale nie będzie to efekt jak np. po EL Double Wear czy Revlonie CS.
Na żółto zaznaczyłam pozycje neutralne. Według mnie podkład ten wodoodporny nie jest. Zmywa się bezproblemowo, nie robi problemów przy demakijażu. Nie zciera się w ciągu dnia, jednak nie świadczy to przecież o jego wodoodporności. Jak zachowuje się podczas deszczu nie wiem, ponieważ nie miałam okazji sprawdzić.
Co do promienności wykończenia: myślę, że to kwestia mocno indywidualna. Moja twarz przy każdym podkładzie wymaga nałożenia bronzera, róży i rozświetlacza i każdy podkład solo daje bardzo płaski i całkowicie niepromienny efekt. Jednak promienności bark, więc tutaj daje (niewielkiego) minusa.
Na niebiesko zaznaczyłam to, czego nie sposób mi ocenić. Na składach się kompletnie nie znam, więc we wszystkie te obietnice braku substancji lub ich obecności muszę po prostu uwierzyć na słowo :)
Na zielono zaznaczone są te podpunkty z którymi się zgadzam. Jak widać jest to zdecydowana większość.
W składzie znajdziemy:
Mika – naturalny minerał. Drobinki miki działają jak małe kryształy, które odbijają i rozpraszają światło, dzięki czemu ukrywają niedoskonałości i sprawiają, że skóra jest promienna i rozjaśniona,
Dwutlenek tytanu – naturalny minerał. Posiada właściwości antybakteryjne (polecany dla skóry trądzikowej). Jest też naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Znajduje zastosowanie zwłaszcza w kosmetykach dla dzieci lub dla osób o skórze wrażliwej,
Tlenek cynku – naturalny minerał. Posiada właściwości antybakteryjne i matujące. Dodatkowo podobnie jak dwutlenek tytanu jest źródłem naturalnej ochrony przed promieniami UV, który chroni skórę przed szkodliwym działaniem słońca i przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu się. Swoje zastosowanie ma także w kremach dla dzieci jako składnik pomocny w gojeniu się ran,
Tlenki żelaza, ultramaryna – pigmenty,
Węglan wapnia – naturalny składnik pochodzenia mineralnego. Doskonale absorbuje sebum i wilgoć ze skóry.
Gdzie kupić: Amilie.pl
Cena: Pełnowymiarowe opakowanie 36zł
Próbka w woreczku strunowym (0.3g) 2,90zł
Tester (saszetka 0.1g) 1,90zł
Mika – naturalny minerał. Drobinki miki działają jak małe kryształy, które odbijają i rozpraszają światło, dzięki czemu ukrywają niedoskonałości i sprawiają, że skóra jest promienna i rozjaśniona,
Dwutlenek tytanu – naturalny minerał. Posiada właściwości antybakteryjne (polecany dla skóry trądzikowej). Jest też naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Znajduje zastosowanie zwłaszcza w kosmetykach dla dzieci lub dla osób o skórze wrażliwej,
Tlenek cynku – naturalny minerał. Posiada właściwości antybakteryjne i matujące. Dodatkowo podobnie jak dwutlenek tytanu jest źródłem naturalnej ochrony przed promieniami UV, który chroni skórę przed szkodliwym działaniem słońca i przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu się. Swoje zastosowanie ma także w kremach dla dzieci jako składnik pomocny w gojeniu się ran,
Tlenki żelaza, ultramaryna – pigmenty,
Węglan wapnia – naturalny składnik pochodzenia mineralnego. Doskonale absorbuje sebum i wilgoć ze skóry.
Gdzie kupić: Amilie.pl
Cena: Pełnowymiarowe opakowanie 36zł
Próbka w woreczku strunowym (0.3g) 2,90zł
Tester (saszetka 0.1g) 1,90zł
Podsumowując, mineralny podkład firmy Amilie bardzo przypadł mi do gustu i opakowanie wykończę z wielką przyjemnością, a w przyszłości na pewno zakupię kolejne opakowanie. Podkład ten skutecznie przekonał mnie do minerałów i sprawił, że wszelkie tradycyjne podkłady wydają mi się tłuste, napakowane silikonami, itp.
Fakt, że produkt został mi przekazany do testowania nie ma wpływu na moją recenzję.
wtorek, 6 sierpnia 2013
Essence Time For Romance
Z powodu niewielkich problemów technicznych posty o minerałach Amilie i kuracji Marion troszkę się opóźniają, ale postaram się, aby wszytko jak najszybciej pojawiło się na blogu.
Dziś lekki temat, czyli kolejny lakier. Tym razem marki Essence o numerze 112 i uroczej nazwie time for romance.
Bezbarwna baza, w której zatopiono mnóstwo różowo-fioletowego brokatu i większych srebrnych flesków. Na paznokciach prezentuje się całkiem dobrze, choć zmywanie to istna katorga i bez bazy peel of ani rusz.
Butelka typowa dla Essence, czyli taka jakiej nie lubię. Za długa szyjka powoduje, że trudno dostać się do środka, pędzelek płaski i półokrągły. Za duży, przez co łatwo zalać skórki. Trochę praktyki i można wszystko opanować, ale firma i tak zalicza tutaj sporego minusa.
W ostatnim czasie zmieniłam kształt paznokci. Tak jak na żywo prezentują się całkiem ok, tak na zdjęciach nie jestem w stanie ich znieść. Ponieważ wyczerpałam już wszystkie awaryjne posty lakierowe na starym kształcie płytki przed Wami paznokcie w szpic. W najbliższym czasie planuję jednak "powrót do korzeni" ;)
Dziś lekki temat, czyli kolejny lakier. Tym razem marki Essence o numerze 112 i uroczej nazwie time for romance.
Bezbarwna baza, w której zatopiono mnóstwo różowo-fioletowego brokatu i większych srebrnych flesków. Na paznokciach prezentuje się całkiem dobrze, choć zmywanie to istna katorga i bez bazy peel of ani rusz.
Butelka typowa dla Essence, czyli taka jakiej nie lubię. Za długa szyjka powoduje, że trudno dostać się do środka, pędzelek płaski i półokrągły. Za duży, przez co łatwo zalać skórki. Trochę praktyki i można wszystko opanować, ale firma i tak zalicza tutaj sporego minusa.
W ostatnim czasie zmieniłam kształt paznokci. Tak jak na żywo prezentują się całkiem ok, tak na zdjęciach nie jestem w stanie ich znieść. Ponieważ wyczerpałam już wszystkie awaryjne posty lakierowe na starym kształcie płytki przed Wami paznokcie w szpic. W najbliższym czasie planuję jednak "powrót do korzeni" ;)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)









.jpg)