1. Prolog
Nigdy nie lubiłam czerwoni na moich paznokciach. Nigdy, przenigdy i w żadnej formie. Zawsze wydawało mi się, że moje palce wyglądają strasznie grubo z czerwonymi paznokciami (taaa, zawsze można zwalić winę na kolor a nie fakt posiadania grubych palców).
Czerwień uwielbiam u innych w większości form, ale u mnie była kategorycznie zabroniona.
2. W poszukiwaniu
Przechadzając się pewnego dnia po Kieleckim Echu w poszukiwaniu wyprzedażowych perełek (kilka nawet znalazłam) podążałam w kierunku Natury w celu zaplanowanego wykupienia całego sklepu. Niestety, kiedy już tam weszłam nic nie przykuło mojej uwagi i nic nie było jej godne.
Też tak macie, że planujecie super zakupy, z których nic nie wychodzi i nic nie przyciąga waszej uwagi?
Tak więc, przechadzając się po sklepie w super żółwim tempie, będąc bacznie obserwowana przez Pana Ochroniarza, jakbym była terrorystą-samobójcą chcącym zdetonować się na środku sklepu, lub chociaż wynieść pół sklepu w mojej mini torebce. W końcu Zdecydowałam się na top od Essence (który okazał się niezłą perełką) i podążyłam moim tempem w kierunku kasy, gdzie czekał na mnie bohater dzisiejszej notki. Wzięłam go i podałam Pani Kasjerce bez żadnego namysłu. Później zaczęłam się zastanawiać dlaczego kupiłam czerwony lakier, skoro to kolor, którego kategorycznie unikam - whatever, kosztował 2,99. Na tym temat się zamknął a ja wróciłam to dalszych zakupów.
3. Przełom
Nastąpił po pomalowaniu paznokci tym kolorem następnego dnia. Można powiedzieć, że od pierwszego machnięcia pędzelkiem podbił moje serce, a moja miłość do niego jest bezwarunkowa. Pokochałam tą piękną czerwień i nie mogłam się na nią napatrzeć. Potwierdza to fakt, że kolor nosiłam przez równy tydzień
4. Dobitny fakt.
Czyli teraz pora na zdjęcia.
Tu pragnę od razu przeprosić za ich jakość, za moje okropne skórki i to, że mam tak krzywo pomalowane paznokcie. Serio, nie wiem jak ja to zrobiłam... Nie domalowałam ich do końca, a stworzyłam pseudo artystyczny szlaczek, a co najśmieszniejsze ten efekt zobaczyłam dopiero dziś na zdjęciach.
5. Epilog
Pokochałam tego małego drania.
- Świetna konsystencja,
- świetny pędzelek,
- ładnie się go nakłada,
- dwie warstwy spokojnie wystarczają do pełnego krycia
- nie wiem jaka jest cena regularna ale pewnie gdzieś w granicach 6 zł
- 8 ml więc ilość w sam raz
Btw opisywany lakier to numerek 143.
hahaha świetna notka;)
OdpowiedzUsuńMiałaś super pomysł na notkę :)
OdpowiedzUsuńLakier ma świetny odcień.
bardzo ładny kolorek i fajnie, że się dobrze spisuje ;)
OdpowiedzUsuńznam ten ból..naszykuję się na wielkie zakupy, a nic ciekawego nie znajduję. Ja akurat lubię czerwienie na paznokciach w każdej formie i u każdego ;) ładny odcień :)
OdpowiedzUsuńW tym miejscu chciałam pozdrowić panów ochroniarzy i panie sprzedające (?) z Natury, którzy zawsze uprzyjemniają mi zakupy gapiąc się na mnie i kompletnie zbijając z tropu.
OdpowiedzUsuńA co do czerwieni to czuję się jakbyś pisała o mnie - też niby jej nie lubię na sobie ale mam dwa czerwone lakiery, które jakimś cudem polubiłam i jeden ma chyba identyczny kolor jak twój ;).
Nienawidzę robić zakupy w DN, ponieważ ile razy bym nie zaszła to oczywiście kochane panie ekspedientki nie kryją się z tym, że patrzą na mnie, jakbym najzwyczajniej w świecie chciała coś ukraść -.- a jak już podejdzie taka i zapyta czy w czymś nie pomóc.. do pomocy w wyborze kosmetyków (przynajmniej w mojej DN) się kompletnie nie nadają..
OdpowiedzUsuńCo do lakieru - mam podobny (może nawet identyczny), jednak wolę krwistą czerwień :)
Ja uwielbiam czerwień na pazurkach ;) Zdecydowanie najczęściej królują na nich właśnie odcienie czerwieni ;)
OdpowiedzUsuńwolę trochę jaśniejszą czerwień.
OdpowiedzUsuńNiczym ksiazka od dobrego wydawcy ! :)))
OdpowiedzUsuńciekawy :) ja mam z Sensique tylko odżywkę do paznokci, ale przy okazji muszę kupić jakiś lakier :)
OdpowiedzUsuń