wtorek, 18 października 2011

Wibo Trends nude

Dziś kolejny pazurkowy post. Tym razem chce wam pokazać Wibo Expres growth w różowo-nude'owym kolorze (nigdzie nie znalazłam numerka).
Według producenta ma on wspomagać wzrost paznokcia- czy tak jest nie wiem, bo miałam go na pazurkach jakieś 3 dni a to raczej za krótki czas na takie działanie.



Pojemność i cena: 8,5 ml, ok 5 zł 8/10
Pędzelek: tradycyjny, mały, ale wygodnie się nim operuje 8/10
Konsystencja: Lejąca, ale szybko gęstnieje (w dobrym znaczeniu) 8/10
Krycie: Mi do ładnego pokrycia bez prześwitów wystarczają 2 warstwy 8/10
Wytrzymałość: Typowa dla lakierów nie-wysoko-półkowych, czyli ok 4 dni 7/10
Schnięcie: Schnie także typowo: cienka warstwa i jest suchy po 10 min, gruba warstwa- możemy czekać  w nieskończoność. 7/10
Ogólnie: Lakier całkiem fajny, polecam szczególnie ze względu na ładne kolory :) 8/10











niedziela, 16 października 2011

Catrice w wresji nude + konkurs u HaloGosza

Dziś moje pazurki (lub pazurska) w roli głównej
A na nich Cartice ULTI MATE NUDES, 030 My Cafe Au At Norte-Dame
uffff.... Długa nazwa, ale kolor piękny :)


 w cieniu

 W cieniu


 z lampą

Kolor jak widać nude, idealny w odcieniu do mojej skóry. Nosił się bardzo dobrze ale postanowiłam ożywić go kropeczkami :)
Co do samego lakieru:
Pędzelkek: wygodny, dobrze się nim operuje 9/10
Konsystencja: Troszkę lejąca ale da się przeżyć 7/10
Krycie: W wypadku tego odcienia 2 warstwy wystarczają, z jaśniejszymi podobno większe kłopoty 7/10
Wytrzymałość: I tu zaczynają się rzeczy nieprzyjemne, bo lakier z warstwą utwardzacza przetrwał na moich paznokciach jakieś 3 dni po czym zaczął żyć własnym życiem, odpryskiwać i ścierać się. 5/10
Cena: 9,99 za 10 ml 8/10
Ogólnie: Mimo nie najlepszej trwałości polecam, bo kolor jest przepiękny :)  7/10


 z lampą







Na koniec, chciałabym napisać o konkursie u HaloGosza, gdzie do wygrania są naprawde wspaniałe nagrody. Ja jako beztalencie manualne, które nie powinno dotykać kolorowych cieni startuję tylko w giveaway'u ale was zapraszam do pokazania swoich prac :)



sobota, 15 października 2011

Ulubieńcy września

Brrr... Nie ma to jak ulubieńcy września w połowie pażdziernika.... Tak właśnie działa mój pech> Post miał być automatyczny ale coś nie wyszło.
Z poprzednią notką też coś było nie tak i podobno nie można było jej zobaczyć. No cóż może teraz będzie lepiej.
Wróciłam do świata żywych i zabieram się za kolejne notki a teraz "sklecona" już dawno notka :

A i muszę się pochwalić :)
Udało mi się wygrać w rozdaniu u Dominiki 
Jeeeej! Moje pierwsze wygrane rozdanie :):)




Dziś szybko o ulubieńcach września, czyli kosmetyków, które najczęściej używałam:

  1. Podkład Maybelline Affinitone, o którym pisałam TU
  2. Perfumy Yves Rocher, które czekają na swoją recenzję, ale muszę powiedzieć, że ich zapach jest obłędny (czysty kwiat bzu achhh.... )
  3. Nivea matujący krem- żel.                                                                                                        Codziennie stosowany pod podkład. Może niekoniecznie ze zwględu na genialność, a na chęć zużycia kupionego kosmetyku :)
  4. Carex, Antybakteryjny, nawilżający żel do rąk.                                                                                Uwielbiam tego typu produkty i prawie nigdy się z nimi nie rozstaję. Ten ma fajny zapach, dobrze oczyszcza i dodatkowo nawilża :)
  5. Eyeliner Basic, bo nie wyobrażam sobie make-up'u bez czarnej kreski na oku
  6. Żel FlosLek,  który cierpliwie czeka na swoją recenzję
  7. Pomadki Golden Rose                                                                                                                      98, czyli nude-róż oraz 121- róż z brzoskwinką KLIK
  8. Carmex, czyli to, czego nikomu przedstawiać nie trzeba
  9. Puder Max Factor Creme Puff
  10. Tajemnicze pudełko nivea
  11. Tusz Max Factor False Lash Effect, o którym pisałam TU
  12. Rożświetlacz Collection 2000, który przybliżę Wam bliżej już wkrótce :)

A teraz zawartość punktu 10:

Tajemnicze pudełko nivea kryjeeee...... :

Brązer!

Stan produktu jest dość koszmarny, ale on sam świetny. Jest to brązer Vipery, numerka niestety nie pamiętam, a pudełko przeżyło tyle katastrof, że w końcu nie wytrzymało. Brązer się rozkruszył, ale postanowiłam go reanimować. Na chwilę obecną wygląda tak i jest już na wykończeniu. Muszę rozejrzeć się po sklepach w celu odnalezieniu go :)

Tak więc to na tyle, żegnam się i do ponownego przeczytania :)

środa, 5 października 2011

Wrześniowe zużycia

Jako, że wrzesień już za nami przedstawiam Wam to co udało mi się zużyć w ciągu tego miesiąca:


Zmywacz do paznokci 
100 ml, ok. 6 zł

Nie mam pojęcia co to za firma, ale zmywacz
bardzo lubiła. Ładnie domywał lakier i nie było
z nim żadnych problemów.










 Marion, Delikatny płyn do demakijażu oczu
120 ml, ok 6 zł

Płyn bardzo lubię i polecam. Dla mnie o wiele lepszy niż dwufazówka Ziaji. Bardzo dobrze zmywa makijaż (niewodoodporny bo innego nie używam), nie podrażnia. Jest baaardzo wydajny. Producent obiecuje, że płyn nie zostawia tłustego filmu, ale ja zauważyłam taki minimalny :) Skóra po nim jest nawilżona i gładka. Kupiłam już następne opakowanie i myślę, że szybko z niego nie zrezygnuje. Porównując cenę, wydajność i działanie płyn dostaje u mnie 5-, bo nie przepadam za jego zapachem ale jest bardzo delikatny i szybko znika.















Marion Spa, Maseczka oczyszczająca
6 ml, ok, 4 zł

Maseczka Mariona typu peel off. Jedno opakowanie to moim zdaniem trochę za mało, aby w pełni zrecenzować produkt tego typu, ale mogę powiedzieć, że polubiłam tą maseczkę :) Ma śliczny zapach i jest wydajna. 6 ml starczyło mi na jakieś 3 użycia. Chętnie produkt ten kupiłabym w większym (może tubkowym?) opakowaniu, bo nie przepadam za tymi malutkimi saszetksmi. No niestety nie wszystko może być piękne i cudowne i maseczka występuje o ile się nie mylę tylko w saszetkach.
Marion Spa, Maseczka z zieloną glinką
 6,5g, ok 4zł
Kolejna maseczka i znów Marion. To opakowanie starczyło mi na jedno użycie ale widziałam już niewielki (ale zawsze coś) efekt. Niestety kiedy weszłam do sklepu po kolejne opakowanie maseczki już nie było więc obeszłam się smakiem. Produkt ten fajnie oczyszcza twarz, co z odżywieniem to nie wiem bo jedno zastosowanie to jak dla mnie za mało. Kiedy pojawi się ponownie kupię kilka saszetek na zapas :)
Maseczkę polecam ale warto zakupić więcej niż 1 opakowanie.



 Ziaja, maska anty-stres z zółtą glinką
7 ml, ok 5 zł

Starczyła na 2 użycia. Łagodzić, może lekko łagodzi ale nie mam takich problemów z cerą więc się nie wypowiem. ALe na pewno nie relaksuje ani nie odpręża. Taka, ot maseczka, aby coś nałożyć i czuć się dobrze z myślą, że dbamy o skórę. Rozjaśnienia kolorytu skóry też nie zaobserwowałam, ale taki efekt to chyba dopiero przy dłuższym stsowaniu.
Podsumowując, maseczka średniak.
 


Bielenda, Ogórek&limonka 
2x 5g,ok 5zł
Maseczka składa się z 2 części: oczyszczającej i nawilżającej. Muszę powiedzieć, że obie są świetnie. Oczyszczająca jest gęstsza i przypomina mi trochę glinkę. Skóra po niej jest naprawdę dobrze oczyszczona i gładka. Wtedy następuje krok drugi czyli nawilżanie. Ta część bardzo szybko się wchłania i nie zostawia żadnego tłustego filmu. Skóra po taki zabiegu jest oczyszczona, wygładzona,wygląda na wypoczętą i promienną.

Golden Rose, Miss Selene lakier do paznokci nr 193
5ml, ok 3 zł

Lakier który mam od bardzo dawna. Jeszcze trochę zostało ale uznałam, że nie starczy na ładne pokrycie paznokci. 193 jest to krwista czerwień z czerwonymi opalizującymi drobinkami. Lakier trzyma się na paznociach ok 3 dni póżniej   odpryskuje, ściera się z końcówek lub cały się obrywa.



Bezbarwny lakier do pazokci.

Nie wiem co za firma ani ile kosztował. Kupiłam go naprawdę bardzo dawno. Ma 12 ml. Odnalazłam go ostatnio ale nie nadaje się już do użycia bo wysechł. Z tego co pamiętam to szybko zasychał i go lubiłam :)



Zużyłam także piankę do włosów Joanny 04 (ta czarno-pomarańczowa), ale opakowanie wyrzuci nie mam dowodów :) Co do samej pianki to bardzo lubię, było to moje nie wiem które opakowanie, ładnie skręca włosy, nie sklejając. Polecam :)



No cóż, nie jest tak żle i parę kosmetyków udało mi się zużyć. Zobaczymy jaki wynik będzie za miesiąc :)


niedziela, 2 października 2011

Wrześniowe łupy

Troszkę czasu mnie tu nie było, ale powracam z kolejnymi postami :)
Zaniedbałam także komentowanie Waszych blogów ale zaczynam już nadrabiać
Wszystko to przez wycieczke do Zakopanego, do której przygotowania zabrały mój wolny czas.
Wróciłam w piątek i dziś zabieram się za dalsze blogowanie.
Dziś zbiór kosmetyków, które zdobyłam we wrześniu. Bez głębszych przemyśleń i wywodów przedstawiam Wam:

  • Krem do rąk Garnier
  • Podkład Maybelline Affinitone
  • Krem Ziaja Herbika Plant
  • 2 lakiery Golden Rose
  • Yves Rocher Kwiat Bzu
  • Błyszczyk Virtual
  • Pisak do ust Maybelline
  • Szminko-błyszczyk Manhattan
  • Lakier Catrice
  • Pomadka Essence
  • Lakier Wibo
  • Korektor pod oczy Pierre Rene
  • Róż Wibo
  • Tusz Max Factor False Lash Effect
  • Żel ze świetlikiem i zieloną herbatą FlosLek
  • Cień potrójny Sensique
  • Cień My Secret



Troszkę rzeczy udało mi się kupić, ale też dzielnie zużywałam swoje zapasy, które pojawią się w następnym poście :)
Postaram się pisać bardziej regularnie i w końcu zrecenzować kosmetyki. Wszystko co dziś pokazałam w najbliższym czasie poddane zostanie głębszej analizie :)

A na koniec jeszcze kilka ujęć gór:
Zdjęcia powiększają się po kliknięciu



To by było na tyle i do następnego przeczytania :P

sobota, 17 września 2011

Maybelline Affinitone

Dziś obiecana recenzja podkładu. Piszę do was rzadko ale to wszystko spowodowane jest powrotem do szkoły i ogromną ilością nauki, na którą nie mam najmniejszej ochoty ("bo historia na bio-chemie jest najważniejsza..."). Ale dziś sobota więc mam zamiar coś naskrobać :)
Rano zaliczyłam wypad do rossmanna i kupiłam mini kosmetyki takie jak szampon, odżywka, żel pod prysznic i balsam w minaturkowych wersjach specjalnie na 3 lub 4 dniową wycieczkę w góry :) Ale nie o tym dziś. Tak jak w tytule, dziś recenzja podkładu, który kupiłam jeszcze w wakacje.


Kilka słow od producenta:
"Podkład o ultralekkiej, płynnej konsystencji zapewniającej równomierne pokrycie skóry. Pozwala jej oddychać nie zatykając porów. Dzięki zawartości witaminy E gwarantuje 8-godzinne nawilżenie.
Affinitone, w którym zastosowano technologię Shade True, zawiera delikatne mikro-sfery i perełki, które zapewniają idealne wykończenie makijażu i świeży wygląd.
Jest to pierwszy podkład z naturalnymi pigmentami koloru, które pokrywają niewielkie przebarwienia skóry i perfekcyjnie dopasowują się do jej odcienia oraz struktury." z wizaż.pl

Moje odczucia:
  Podkład ten od dłuższego już czasu kupuję moja siostra. Mnie zrażała jego super płynna konsystencja ale przełamałam się i bardzo się z tego cieszę :)
  W pewnym momencie pod koniec lata zauważyłam, że wszystkie moje podkłady są za jasne a te ciemniejsze starsznie słabo kryjące. Nie chciałam ich już dłużej mieszać wieć wybrałam się do rossmanna i kupiłam Maybelline. Kosztował około 26 zł. Po długich ocenach koloru zdecydowałam się na przed ostatni w stosunku do ciemności kolor. Odcień jest idealny
  Konsystencja jest bardzo płynna ale dość mocno kryjąca. Można z nim łatwo przesadzić a wtedy maska na twarzy gwarantowana. Ładnie wtapia się w skórę. Co do nawilżenia to nie jestem w stanie ocenić, ponieważ pod podkładu). Co do matu, to jest ale niewielki, ale w sumie producent go nie obiecuje. Ja mimo posiadania lekko mieszanej cery (mój nos lubi się świecić:)) skłaniam się bardziej ku satynowemu efektowi oraz wymagam ładnego ujednolicenia. Ten podkład spełnia moje oczekiwania. Jego minusem może być to, że o kilku godzinach zaczyna "pięknie" się ścierać przy najmniejszym dotknięciu twarzy ale jestem w stanie mu yo wybaczyć (wystarczy bibułka matująca i odrobinka pudru i wszystko znów jest piękne).
  Tak więc jest to podkład, który pozytywnie mnie zaskoczył i mam zamiar zaprzyjaźnić się z nim na dłużej. Szczerze polecam osobą, które nie dążą do całkowitego matu na twarzy, chcących uzyskać bardziej naturalny efekt lekkiej satyny (nie wiem czy to zdanie ma sens. Zagubiłam się we własnej logice :P ).

 Wiecznie brudna zakrętka :)



Kropelka na ręku

 Po lekkim rozsmarowaniu. Widać jego płynną konsystencję.

 Po całkowitym wsmarowaniu

 Moja twarz no-make up :)

Po rozprowadzeniu podkładu. Przepraszam za różnicę światła ale mam nadzieję, że widać efekt



A na koniec mój nowy nabytek, czyli.... KOMINEK :)



Chodził za mną od dawna, a dziś w końcu go kupiłam wraz z olejkiem truskawkowym :) Zapach ładny ale bardzo bardzo delikatny (choć wlałam jakieś 15 kropli zamiast 7 zalecanych przez producenta).

czwartek, 15 września 2011

Już niedługo

Piszę do was z samego rana, bo w innych porach dnia obecnie nie daje rady. Całkowicie wciągnął mnie świat szkarłupni, pierścienic, stawonogów i mięczaków.
Ale nie o tym teraz. Chce wam napisać o niedługo spodziewanych recenzjach.
A mianowicie mojego nowego nabytku, podkładu Maybelline Affinitone, korektora pod oczy, kremu FlosLek, czy nieszczęsnego Complexion Perfection, w którym dobiłam już do blachy, ale nadal nic sensownego na jego temat powiedzieć nie mogę. Myślę, że skrobnę też coś na temat kremu jakiego używam na dzień oraz o moich ukochanych eyelinerach.
I to tyle, chyba, że po drodze jeszcze jakiś kosmetyk znajdzie u mnie swój dom :)


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...