Nie każdy lakier jest idealny i pewnie wiele z Was spotkało się z problemem zbyt gęstej konsystencji zawartości kolorowej buteleczki. Wiele krytycznych słów napisano o blogerskiej edycji lakierów Wibo, w której mam swój udział. No cóż, choć chciałabym piać o nich same ochy i achy (i tylko takie recenzje czytać), niestety ich formuła może sprawiać kłopoty przy aplikacji.
My, lakieroholiczki mamy swoje sposoby i wiemy jak sobie poradzić w takiej sytuacji, ale myślę, że wiele osób, które nie są tak zbzikowane na punkcie lakierów mogą znaleźć kilka przydatnych wskazówek.
Jeszcze do niedawna moje przygody z lakierami zaczynały i kończyły się na nałożeniu koloru. Nic dziwnego, że wtedy nie wytrzymywały zbyt długo na moich paznokciach. Dziś wiem, że malowanie paznokci to odrobinę dłuższy proces.
Nie przedłużając, oto czego potrzebujemy:
- żel do skórek (Sally Hansen Instant Cuticle Remover) ok 10zł
- patyczek z drewna pomarańczowego ok 1zł za kilka sztuk
- płatki kosmetyczne ok 3zł za opakowanie
- odtłuszczacz (Sensique) ok 4zł
- pilniczek ok ok. 1-3zł
- lakier bazowy (Evelline odżywka diamentowa) ok 8zł
- lakier kolorowy (Wibo Gel Like nr 1 Słoneczny Patrol by Jampi) ok 6zł
- lakier nawierzchniowy (Seche Vite) ok 15zł
| a tak kończy się nieużywanie lakieru bazowego, czyli widok na moją odbarwioną płytkę. |
Żel na skórki jest opcjonalny, ale może naprawdę ułatwić nam pracę i paznokcie bez odstających suchych skórek prezentują się zdecydowanie lepiej. Ja posiadam Sally Hansen Instant Cuticle Remover, który bardzo dobrze sprawdza się w swojej roli. Koszt takiego żelu to około 10 zł (allegro, stacjonarnie jest znacznie droższy). Po nałożeniu niewielkiej ilości na skórki odsuwamy je delikatnie patyczkiem z drzewa pomarańczowego.
Uwaga! Pamiętajcie, aby nie przesadzać z preparatami do skórek i używać ich tylko kiedy jest taka potrzeba. Skórki zwykle nie pojawiają się w ciągu 2 dni, więc nie ma potrzeby nakładać go przy każdej zmianie lakieru.
Kiedy nasze skórki są już tam gdzie powinny być czas na krok pierwszy, czyli odtłuszczenie płytki. Preparaty odtłuszczające nie są zbyt powszechne i wiele osób pomija ten krok, co moim zdaniem jest wielkim błędem. Na odtłuszczonej płytce lakiery trzymają się o wiele lepiej i problem odpryskujących płatami lakierów zwykle nie występuje. Mój odtłuszczacz pochodzi z Natury i jest to produkt marki Sensique Odtłuszczacz do paznokci o zapachu winogrona z witaminą E.
Następny krok (przedstawiony na zdjęciu) to nałożenie bazy pod lakier. U mnie jest to diamentowa odżywka Eveline. Pisałam o niej już kilka razy wydając bardzo pozytywny i bardzo krytyczny osąd. Sięgnęłam po trzecie już opakowanie ze względu na to jak mocno regeneruje moje paznokcie. Jedno jest jednak pewne przy tym produkcie, należy BARDZO uważać.
Uwaga! Odżywka nie jest prawdziwym lakierem bazowym. Oczywiście może przedłużyć jego trwałość, ale zwykle nie chroni paznokci przed odbarwieniem. Ja jednak zostaję przy odżywkach ze względu na ich właściwości regeneracyjne dla moich paznokci.
Teraz przechodzimy do lakieru kolorowego. Celowo wybrałam egzemplarz z kolekcji Wibo Gel Like, ponieważ mają typowo gęstą konsystencję. Sposób na takie problematyczne lakiery jest prosty. Nakładamy go cienkimi warstwami. Na zdjęciu powyżej jedna cienka warstwa.
Uwaga! Lakier kolorowy nakładamy na niecałkowicie wyschniętą bazę. Zapobiegamy w ten sposób nakładania osobnych warstw i lakiery mogą się ze sobą lepiej 'scalić'.
Po chwili nakładamy kolejną cienką warstwę lakieru. Ja zazwyczaj zaczynam od początku jak tylko skończę nakładać pierwszą warstwę na drugą rękę.
Sposób na ładną linię lakieru przy skórkach? Moja metoda jest bardzo prosta. Jedną stronę pędzelka ocieram o szyjkę buteleczki lakieru tak, że emalia zostaje tylko po jednej jego stronie. W ten sposób zapobiegam rozlewaniu się nadmiaru po płytce i skórkach. Każdy paznokieć dodatkowo staram się 'załatwić' w trzech ruchach. Zaczynam od środka płytki i maluję od skórek do krawędzi. Potem znów wracam do skórek i tworzę (a przynajmniej staram się) równą linię znów kierując pędzelek w stronę krawędzi płytki.Wszelkie niedociągnięcia i poprawki wykonuję prosto ściętym pędzelkiem do zbobień zamoczonym w zmywaczu do paznokci.
Jeśli wytłumaczyłam niejasno, a kogoś zainteresowała ta metoda to mogę dodać instruktażowe zdjęcia, może one lepiej to zobrazują :)
Ostatni krok, czyli lakier nawierzchniowy. Ja nadal zachwycam się Seche Vite. Co zyskujemy dzięki temu produktowi? Niesamowity połysk, przedłużenie trwałości naszego manicure oraz skracamy czas wysychania lakieru. Mój Słoneczny Patrol był gotowy do użytkowania w około 10 min. Różnica między moim czekaniem, a dziewczyn, które pisały, że lakier Gel Like sechł 3 godziny jest spora. Naprawdę warto zainwestować w produkt jakim jest wysuszacz do lakieru (Seche Vite na allegro kosztuje ok 30zł z wysyłką za 14ml).
Uwaga! Aby przedłużyć trwałość lakieru i zapobiec kurczeniu się topu należy nakładać lakieru metodą na zakładkę. Jak to wygląda? Preparatami (ja nakładam tak każdy lakier od bazy po wysuszacz) malujemy najpierw w poprzek końcówki paznokcia, a dopiero potem resztę płytki.
I to już koniec. Zapewniam, że więcej jest pisania niż samej pracy, a efekt jest naprawdę lepszy. Przy użyciu tych produktów lakiery na moich paznokciach trzymają się zwykle około tygodnia bez uszczerbku, więc myślę, że to całkiem dobry wynik.
Pomysł na taki paznokciowy niezbędnik miałam już od dłuższego czasu, więc mam nadzieje, że komuś się przyda.
A Wy, używacie lakierowych wspomagaczy, czy wystarczy Wam jedynie kolorowy lakier? Podzielcie się Waszymi sposobami na malowanie paznokci.


