poniedziałek, 17 czerwca 2013

II Urodzinowe rozdanie

Jak zwykle z opóźnieniem, ale tym razem musiałam zaczekać, aż wszystkie nagrody do mnie dotrą, abym mogła je sfotografować. W międzyczasie uczestniczyłam w świętokrzyskim spotkaniu blogerek, na które przyjechałam padnięta, a do domu wróciłam już ledwo żywa. Niedługo pokaże Wam co przywiozłam ze sobą.


Ale obiecałam konkurs, więc oto i on.
Tym razem jest odrobinę trudniejszy, ale nie powinien sprawić Wam żadnych trudności.
Czas przedstawić nagrody.


Co możecie wygrać?
  1. Lakier Wibo Last&Shine nr 3
  2. Lakier Wibo Express Growth nr 488
  3. Lakier Wibo Express Growth nr 484
  4. Paletka cieni Catrice nr 030 OMG I Want That!
  5. Świeczkę home&you o zapachu relaksującej werbeny
  6. Wosk Yankee Candle Golden Sands
  7. Wosk Yankee Candle Blueberry
Naprawdę warto wziąć udział w losowaniu, ponieważ oba woski Yankee Candle nie są dostępne w Polsce.

Co zrobić, aby wziąć udział w losowaniu?
  1. Należy być publicznym obserwatorem Herself&I
  2. Oraz odpowiedzieć poprawnie na konkursowe pytanie

Jak zwiększyć swoje szanse na wygraną?
  1. Dodać Herself&I do swojej listy obserwowanych blogów (blogroll) + 3 losy
  2. Polubić Herself&I na fb (z konta prywatnego lub blogowego) + 3 losy (w wypadku kont prywatnych w szablonie proszę o podanie imienia i pierwszej litery nazwiska)
  3. Wspomnieć w swoim poście o rozdaniu i dodać link przekierowujący + 2 losy
  4. Dodać u siebie baner boczny z przekierowaniem (zdjęcie ze skrzynką) + 1 los
  5. Stałe komentatorki widoczne w zakładce w dniu podliczania głosów +2 losy
 Pytanie konkursowe:
Co znajduje się w skrzynce, którą możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu?
 
Ze swojej strony podpowiem, że odpowiedź jest ukryta gdzieś w tym poście :)

Wiem, że w takich konkursach w pewnym momencie po prostu zgapia się najpopularniejszą odpowiedź wśród tych, które już padły, więc przygotowałam drobny upominek dla osoby, która jako pierwsza poda poprawną odpowiedź.


Pierwsza osoba zgarnie wosk Yankee Candle Granny Smith (kolejny niedostęony w Polsce zapach).

 Zasady:
  1. Zgłaszamy się raz. Osoby zgłaszające się kilka razy zostaną wykluczone z udziału
  2. Zgłaszać mogą się jedynie osoby pełnoletnie
  3. Nagrodę wysyłam jedynie na terenie Polski
  4. Post zamieszczamy na stronie głównej bloga (zakładki rozdania/konkursy nie będą uznawane)  oraz w osobnym poście/pod notką niedotyczącą kilku rozdań jednocześnie (nie uznaję postów zbiorowych, w których autor wymienia kilka rozdań). W tym wypadku nie ma dyskwalifikacji, po prostu nie uznam dodatkowego losu.  
  5. Zdjęcie jakie ma znaleźć się na psaku bocznym to zdjęcie ze skrzynką (inne nie będą brane pod uwagę).
  6. Zwycięzca zostaje wybrany drogą losowania poprzez classtools.net
  7. Zwycięzca zostaje ogłoszony na blogu i ma 3 dni na skontaktowanie się ze mną (data zakończenia rozdania nie jest datą ogłoszenia wyników) 
  8. Jeśli zwycięzca się nie zgłosi wybieram kolejnego.
  9. Rozdanie trwa od dziś 17.06.2013 do 17.07.2013 do północy
Szablon:
Obserwuję jako:
Zawartość skrzynki:
Email:

Lubię na FB jako:
Notka o rozdaniu: NIE/TAK (link)
Blogroll: NIE/TAK (link)
Pasek boczny: TAK/NIE


Życzę wszystkim powodzenia!

środa, 12 czerwca 2013

Ulubieńcy maja + współpracowe przesyłki


   Mamy prawie połowę maja czerwca, a ja dopiero teraz wstawiam ulubieńców. No cóż, lepiej późno niż wcale. Tym razem nie ma wiele produktów, a sam makijaż ograniczałam do minimum.

   Włosowi ulubieńcy chyba pojawiają się po raz pierwszy. Niedawno ścięłam włosy, ponieważ były mocno zniszczone. Niestety z kiepskim rezultatem, ponieważ fryzjerka chyba posiadała mega tępe nożyczki - 2 dni później białe kulki, a dziś przywitałam rozdwojone końce :/ Coraz poważniej rozważam zakup nożyczek fryzjerskich i tutaj moje pytanie: Czy możecie polecić mi jakieś godne uwagi egzemplarze? 

   Jak na razie próbuję włosy reanimować. W tym miesiącu najczęściej towarzyszyła mi odżywka DeBa BIO Vital, o której możecie przeczytać tutaj. Z olei najczęściej sięgałam po Bringraj (recenzja tu). Egzamin na moich (średnio porowatych - dziękuje jeszcze raz Kascysko!) włosach zdała także odżywka polecana przez włosomanianiaczki - Garnier masło karite i awokado.
   Proces rozczesywania włosów ułatwia mi już od kilku miesięcy Tangle Teezer, którego w najbliższej przyszłości nie planuję zamieniać na żadną inną szczotkę.
  
   Podkładem, po który najczęściej sięgałam w maju był (i nadal jest) Hean Studio Lift (recenzja tutaj) nakładany przy pomocy Beauty Blendera widocznego na trzecim zdjęciu. Na rzęsach najczęściej lądował tusz Wibo Growing Lashes, a na usta naprzemiennie lip tint Bell nr 5 lub pomadka MAC Fan Fare.
   W kwestii paznokci zawsze pod ręką mam diamentową odżywkę Eveline, która mimo wielu wad jest dla mnie najlepszą bazą pod kolorowy lakier. A obok kolejne wydenkowane opakowanie Seche Vite. Tym razem nie bawiłam się w przelewanki do mniejszej buteleczki i całą butlę zużyłam zanim zdążyła zgęstnieć.

   Ostatnio musiałam dać nosowi odetchnąć od wosków Paradisi i tym spodsobem znalazłam trzech ulubieńców Yankee Candle.

Fresh Comfort - typowo łazienkowy zapach, bardzo świeży, podobny do Clean Cotton, ale zdecydowanie łagodniejszy, bez ostrej, proszkowej nuty. Dla mnie najładniejszy z całej serii "zapachów prania"

Vineyard - słodko-kwaśnie winogronka. Na początku wyczuwam w nich cierpką nutę. Z czasem palenia robią się coraz słodsze. Zapach ten jest moim absolutnym faworytem.

Rainbow's End - jak pachnie koniec tęczy? Pachnie powietrzem po deszczu i jakimiś bliżej niezidentyfikowanymi, delikatnymi kwiatkami. Zapach niezwykle rześki. Zwykle zapalam go rano, zaraz po przebudzeniu.

A teraz czas sie pochwalić i pokazać co do mnie przyszło w ostatnim czasie.

       Tajemnicza przesyłka od Pilomax

A w środku:
  • grzebień i czepek do masek
  • Maska do włosów ciemnych i farbowanych


  • Maska do włosów z henną i zieloną herbatą


Przesyłka od Allepaznokcie

A w środku:
  • Lakier termiczny
  • Zielony lakier + aksamit w tym samym odcieniu
  • Perełki na paznokcie w odcieniu mięty
Zestaw do velvet manicure już przetestowałam na paznokciach koleżanki i muszę przyznać, że prezentuje się bardzo fajnie. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Moje lakierowe rozczarowanie - Revlon Zelaus


Pierwszy w historii prowadzenia przeze mnie bloga lakier, który muszę skrytykować. Lakier firmy Revlon o numerze 560 i nazwie Zelaus, na sklepowej półce podczas jednej z naszych wypraw wypatrzyła Carla. Piękny żółty, lekko neonowy kolor z dodatkiem mnóstwa shimmeru od razu wpadł mi w oko. W dodatku atrakcyjna cena, więc żal nie brać.

   Na kolorze niestety jego plusy się kończą. Jako jeden z naprawdę niewielu lakierów dostał kilka szans, jednak za każdym razem oblewał egzamin z wielkim hukiem. Konsystencja jest tutaj typowo revlonowa, czyli dość wodnista. Jestem w stanie pracować z takim lakierem (wystarczy trochę wprawy i można poradzić sobie z aplikacją), jednak ten lakier to wyjątek od reguły, Rozlewa się po całych skórkach, a w dodatku jest mega transparentny. Aby jako tako wyglądał potrzebował trzech warstw i to nie takich mega cieniutkich. Jak pewnie możecie sobie już wyobrazić, aplikacja jest daleka od relaksującego zajęcia.Wszystko wysycha wieki, rozkłada się na płytce jak popadnie tworząc zgrubienia i bruzdy i nawet Seche Vite niewiele tutaj dało.

   Jednym słowem jestem na nie. I nie polecam. A na koniec "udokumentowanie". Kilka prób, różne tła, światła, trochę zmywania i ponownej aplikacji, a z efektu i tak za każdym razem nie jestem zadowolona.















czwartek, 6 czerwca 2013

Sephora Nail Polish no 70


   Muszę przyznać, że lakier ten na swoją kolej czekał naprawdę długo. Kupiłam, wrzuciłam do koszyczka z lakierami do recenzji i całkowicie go ignorowałam przez jakieś pół roku. Dopiero niedawno dostał swoją szansę.
   Numer 70 jest to ciemny granat/fiolet z mnóstwem kolorowych drobinek utrzymanych w tonacji granatu, fioletu i srebra. Pojemność sephorowych maluchów to 5 ml (cena - ok. 20zł). Lakier jest dość gęsty (nie mylić z problematycznie gęstym) przez co już jedna warstwa daje całkiem przyzwoite krycie. Pędzelek jest bardzo podobny do tych dołączonych do lakierów Miss Sporty (spłaszczony, lekko zaokrąglony na końcu) jednak znacznie wygodniejszy. Bez problemu manewruje się nim przy skórkach. Po całkowitym wyschnięciem daje półmatowy efekt. Na moich paznokciach standardowo dwie warstwy przykryte Seche Vite.







   Muszę przyznać, że efekt bardzo mi się podoba. Jednak lakier ten ma wielki minus - zdziera się jak szalony. Już po kilku godzinach od pomalowania miałam starte końcówki. Wytrzymał 3 dni po czym go zmyłam, ponieważ zaczynał wyglądać niechlujnie. Inne (tańsze) lakiery trzymają się na moich paznokciach ok tygodnia, więc sephorowy lakier otrzymuje słaby wynik. Jednym słowem - dobry, ale jako lakier "okazjonalny", do dłuższego noszenia odradzam.

A jakie Wy macie odczucia co do lakierów Sephora? Lubicie, a może całkowicie Was rozczarowały?

wtorek, 4 czerwca 2013

Testuję z Maliną: Bułgarska Odżywka


   Czyli kolejny kosmetyk, który testuję w ramach Malinowego Klubu. Tym razem jest to naturalna odżywka do każdego rodzaju włosów firmy DeBa BIO Vital.


   Jest to produkt bułgarskiej marki, która specjalizuje się w naturalnych kosmetykach pielęgnacyjnych. Jak możecie zauważyć już na powyższym zdjęciu jest to produkt, który według producenta jest stu procentowo naturalny.


   Odżywka ta przeznaczona jest do każdego typu włosów. Bogata jest w BIO składniki jak olej arganowy, migdałowy, czy masło shea. Producent obiecuje nam głębokie nawilżanie nawet najbardziej zniszczonych włosów bez ich obciążenia. Składniki zawarte w odżywce mają równocześnie wzmacniać, odbudowywać oraz rewiatalizować strukturę naszych włosów.
   Na butelce znajdziemy także informację, że jest to produkt pozbawiony parabenów, silikonów oraz barwników.

   Od razu przy pierwszym użyciu tej odżywki oczarował mnie jej piękny zapach, który spodobał się wszystkim domownikom. Niestety nie kojarzy mi się z niczym innym oprócz tego produktu.
   Dozownik przypomina te dołączone o niektórych płynów do demakijażu - "kilk" wysuwa dzióbek przez który wydostaje się odżywka. Nie ma tutaj żadnej pompki, a plastik jest dość gruby i twardy, więc wydostawanie resztek może byś uciążliwe.
   Konsystencja jest typowa dla produktów tego typu, nie jest tak zwarta jak w przypadku masek, ale nie spływa z dłoni ani włosów. 
   Odżywkę tą producent zaleca trzymać na włosach od 3 do 5 minut, a potem obficie spłukać.

   Produkt ten moje włosy pokochały od pierwszego użycia. Wchłonęły naprawdę sporą ilość, a przy spłukiwaniu były nieziemsko gładkie. Odżywka pozytywnie wpłynęła także na skręt moich mocno zniszczonych włosów i mimo użycia sporej ilości nie przeciążyła ich. 
   W związku z tym, że po jej użyciu uzyskałam ładne fale postanowiłam zestawić ją przy jednym myciu z olejem Bhringraj, który także dobrze wpływał na moje fale. Efekt?

  Genialne, mięciutkie w dotyku fale, zahaczające niektórymi kosmykami nawet o delikatne loki! Tym sposobem utwierdziłam się w przekonaniu, że olej argonowy jest dobry dla moich włosów. 
   Minusy produktu to dozownik, który może okazać się nieco niepraktyczny oraz fakt, że moje włosy dość szybko przyzwyczaiły się do tej odżywki. 
   Podsumowując, zdecydowanie polecam tą odżywkę każdemu. Na moich włosach sprawdza się świetnie i myślę, że powinna działać podobnie u większości osób. To naprawdę dobry produkt z naturalnym skłądem, na który warto zwrócić swoją uwagę.

Dane techniczne:
Marka: DeBa BIO Vital
Nazwa: Repair Conditioner
Dla jakich włosów: Wszystkie typy
Pojemność: 400 ml
Cena: ok. 17zł
Gdzie: Jedyne znane mi miejsce to sklep internetowy BIOmania

sobota, 1 czerwca 2013

Sleek Oh So Special



   Dziś o pewnej palecie Sleeka, która już od dawna była na mojej wishliście, a trafiła w moje ręce dzięki uprzejmości Alledrogerii za co bardzo dziękuję. Mowa o paletce Oh So Special.


   Moja wersja to tzw. paletkowy tester, który nie różni się praktycznie niczym (napis "Sleek" jest mniejszy plus mam nalepkę z nazwą). Zawartość jest niezmieniona. 

  Oh So Special posiada folię ochronną z nazwami cieni. Ja mam w zwyczaju gubić te folie, dlatego też zdjęcia pstryknęłam od razu jak tylko dostałam paletkę. W chwili obecnej folia leży w bliżej nieokreślonym miejscu, a aplikator dołączył do reszty zbędnych gadżetów.

   
  Cienie kusiły mnie od dawna i bardzo podobało mi się jak prezentują się na oczach Summer. Choć róż to nie do końca mój makijażowy kolor, a ja sama zdecydowanie lepiej czuję się w brązach (których nie powinnam nosić przy brązowej tęczówce, ale cytując Malikę - Makijażowa anarchia!) paletka cały czas gościła na liście. 

   W Oh So Special znajdziemy 5 cieni perłowych oraz 7 matowych (w tym nieodłączny element Sleekowych paletek - matową czerń). Jestem zdecydowaną miłośniczą Sleekowych matów, więc pasuje mi taki podział. Są one delikatnie kredowe (posiadam nowszą wersję, z drobną kratką), ale mnie całkowicie odpowiadają.

   Bow to dla mnie kolor przejściowy pomiędzy bielą, a nudziakiem. Matowy. Nie korzystam zbyt często z tak jasnych kolorów, ale ten sprawdza się w kąciku oka.


   Organza to perłowy róż z różowymi i srebrnymi opalizującymi drobinkami.


   Ribbon to intensywny róż, który na powyższym zdjęciu wypadł dość blado. Na żywo znacznie intensywniejszy. 


   Gift Basket to naprawdę piękny, lekki brąz. Nie mam nic identycznego w swojej kolekcji brązów. Jest odrobinę podobny do Inglota 405, ale troszkę ciemniejszy. 


   Glitz to wariacja na temat niebieskości, srebra i stali. Ten cień z przyjemnością zastąpiłabym jakimś innym. Jest praktycznie identyczny jak ten z paletki Storm.


   Celebrate na początku wydawał mi się kolejnym duplikatem z paletki Strom. Jednak po bliższym przyjrzeniu możemy zauważyć, że jest on znacznie ciemniejszy i ma więcej fioletowego pigmentu, kiedy ten z paletki Storm to róż z lekko fioletowymi tonami. 


   Pamper to kolejny matowy róż. Tym razem jest znacznie bardziej delikatnie, pudrowo. Wpada on delikatnie w baby pink.


   Gateau to perłowy róż ze złotymi opalenizującymi drobinkami. Dla mnie znacznie ładniejszy od Organzy i to po niego częściej sięgam.


   The Mail to ciepły, delikatny brąz prawie pokrywający się z kolorem mojej skóry. Jeden z faworytów.


   Boxed to cień uniwersalny. U mnie sprawdza się nakładany w zewnętrznym kąciku oka jak i cień do podkreślenia brwi. Razem z The Mail i Gift Basket tworzą ulubiony zestaw do naturalnego podkreślenia oka.


   Wrapped Up to brąz z dodatkiem fioletowego pigmentu. Dla mnie ciężki w obsłudze i bardzo prosto można nim stworzyć efekt zombie. Raczej go omijam. 


   Nior, czyli czarny matowy cień to stały punkt każdej paletki Sleeek. U mnie najczęściej służy do wykonywania delikatnej kreski na oku, kiedy rezygnuję z eyelinera. 

Z tej paletki zwykle użwywam brązowego zestawu The Mail, Boxed oraz Gift Baset tworząc delikany make up oka. Stawiam wtedy na mocniej podkreślone rzęsy, np połówkami rzęs Wibo, czy Ardell Demi Wispies.



  

 Ale czasem nawet mnie zdarza się zaszaleć z kolorem i stworzyć coś mocniejszego na oku. Muszę przyznać, że w tym make up'ie z poniższych zdjęć czułam się bardzo dobrze.



Tym razem postawiłam na moc różu na powiekach.



 A tak prezentuje się w całości:



Czego użyłam?
Podkładu Hean
Różu z duo E.L.F.
Pudru E.L.F. HD
Broznera Honolulu W7
Rozświetlacza Africa W7
Kilku pędzelków

Płynu do ich dezynfekcji oraz bazy ArtDeco
Przelanie płynu MAC do pojemnika z atomizerem to naprawdę dobry pomysł.

Paletki cieni Sleek Oh So Special

Tuszu Hean, sztucznych rzęs Wibo, pomadki Bobbi Brown

Wersja z pomadką Bobbi Brown:



Tą oraz inne paletki Sleek możecie kupić w drogerii internetowej alledrogeria.pl


Paletkę testuję dzięki uprzejmości drogerii internetowej Alledrogeria.pl Fakt ten jednak nie ma żadnego wpływu na moją recenzję.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...